<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Piotr Nabielec - blog</title>
	<atom:link href="http://www.piotr.nabielec.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.piotr.nabielec.com</link>
	<description>Piotr Nabielec - blog o tęsknotach duszy, przywództwie i rozwoju osobistym.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 15 May 2012 21:12:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Budapeszt</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/budapeszt/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/budapeszt/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 21:12:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=494</guid>
		<description><![CDATA[Popijam właśnie &#8222;Arany Aszok&#8221; i próbuję przenieść się myślami do Budapesztu. To było ledwie parę dni temu, a już wydaje się tak odległe! To nie będą przemyślenia, ani nowości. To będzie mały przewodnik z mnóstwem szczegółów! Nie ukrywam, że szukając informacji o Budapeszcie i przeglądając różne wydawnictwa, bardzo brakowało mi kompleksowej, ale zwięzłej i bardzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Popijam właśnie &#8222;Arany Aszok&#8221; i próbuję przenieść się myślami do Budapesztu. To było ledwie parę dni temu, a już wydaje się tak odległe!</p>
<p><span id="more-494"></span></p>
<p>To nie będą przemyślenia, ani nowości.<br />
To będzie mały przewodnik z mnóstwem szczegółów!</p>
<p>Nie ukrywam, że szukając informacji o Budapeszcie i przeglądając różne wydawnictwa, bardzo brakowało mi kompleksowej, ale zwięzłej i bardzo konkretnej informacji o życiu i realiach w tym pięknym mieście. Jak dojechać, gdzie zaparkować, gdzie zjeść, co i jak warto zwiedzić.</p>
<p>Zanim przejdę do konkretów, warto pewnie obejrzeć sobie <a href="https://picasaweb.google.com/112457428868051496473/Budapeszt2012#">zdjęcia</a> z naszej wyprawy. Pogoda dopisała! :)</p>
<p>Przygotowując się do wyjazdu zarezerwowaliśmy hotel/hostel i wybraliśmy trasę najkrótszą, ale dość wolną &#8211; przez Słowację &#8211; Chyżne, Banską Bystricę i Zvolen. Według Google Maps ta trasa  ma 392km (całkiem niedużo!), ale miała zabrać dobrze ponad 6 godzin.</p>
<p>Faktycznie &#8211; jechało się dość sprawnie, ale powoli.<br />
Obie granice do pokonania to już tylko wspomnienie, nie ma żadnej kontroli i można spokojnie jechać &#8222;na dowód osobisty&#8221;.</p>
<p>Na Słowacji autostrad praktycznie nie ma, są trzy odcinki drogi ekspresowej, choć słowacka winietka, którą kupiliśmy w Chyżnem, kosztowała 50zł (na 10 dni, innych praktycznie nie ma). Na forach czytałem, że winietki można nie kupować i drogi płatne ominąć, ale nie mamy GPSa i uznałem to za nie warte oszczędzania. Co prawda mieszkam w Krakowie, ale w końcu czas to pieniądz!<br />
Ciekawostka jest taka, że Słowacy wprost nieprawdopodobnie przestrzegają przepisów &#8211; jeśli wjeżdżasz w teren zabudowany, poruszasz się w kolumnie samochodów jadących z prędkościami w zakresie 49.9-50.1 km/h. Poza  terenem zabudowanym z podobną wariancją można jechać w kolumnie z prędkością około 90.05km/h. A gdy droga jest pusta &#8230; no cóż, Wasz wybór!</p>
<p>Zakopianką jechało się naprawdę sprawnie, może z pominięciem odcinka za Pcimiem, gdzie kończy się droga ekspresowa i kolumienka samochodów sprawnie porusza się w kierunku (szczęśliwie niedługiego) korka na światłach w Skomielnej. Dalej drogą numer 7 w kierunku granicy, gdzie znajdziemy dwie spore stacje benzynowe z kantorem, barem, benzyną i &#8230; zepsutymi dystrybutorami LPG.</p>
<p>Nasza rakieta porusza się właśnie na ten oszczędny i &#8222;jakże ekologiczny&#8221; surowiec, a jego dostępność poza granicami Polski była &#8222;oceniana przez internet&#8221; jako kiepska. Okazało się to nieprawdą i tankowaliśmy na całej trasie trzy razy &#8211; raz paręnaście kilometrów po przekroczeniu słowackiej granicy, drugi raz tuż przed węgierską (tak na wszelki wypadek) i jeszcze raz, wracając. Cena rzędu 0.7 euro za litr wydała się przyzwoita. Większość stacji benzynowych Slovnaftu miała dystrybutory LPG i naprawdę z dostępnością nie ma problemu.</p>
<p>Dalsza wskazówka &#8211; trzymać się drogi E77 &#8211; do samego końca.</p>
<p>Po Słowackiej stronie dobre 100km trzeba przejechać w dość krętym górskim terenie. Spodziewałem się jednak czegoś dużo gorszego niż zobaczyłem i w porównaniu z zakrętasami, z którymi zaprzyjaźniliśmy się w Chorwacji, te drogi wydawały się niczym tor F1. Gdy wracaliśmy, w nocy i lekkim deszczu, przyznałem że kierowcy jeżdżą po nich z fantazją (choć część z nich to Polacy), ale może po prostu jestem zbyt stateczny na jazdę po ciemku, po mokrym, wyprzedzając na podwójnej ciągłej na zakręcie. Szybko przywykłem.</p>
<p>Po przekroczeniu węgierskiej granicy, ośrodek kojarzenia wyrazów w mózgu wyłącza się po 15 minutach i można śmiało przyjąć, że oto jesteśmy w jakieś kolonii UFO, bez możliwości porozumienia, chyba że koloniści mają przez matrix załadowaną zdolność komunikacji w języku angielskim lub niemieckim. Czytając większość tablic i napisów człowiek wraca z powrotem do czasu &#8222;pierwszaków&#8221; i z niemałym zażenowaniem musi literować co drugi wyraz, który widzi.</p>
<p>Drogi na Węgrzech są dobre, jedzie się dużo szybciej niż poprzednio. Winietka kosztowała nas 14.5 euro.</p>
<p>Jedziemy sobie więc drogą M2, która przybliża nas do Dunaju i Budapesztu, skręcamy z M2 na M0 w stronę M3 i jedziemy nią w kierunku centrum Budapesztu. Parkingi w centrum i przy hotelach są drogie, nasz wyniósłby 12 euro za dzień, a ceny w okolicy były porównywalne. My postanowiliśmy zaparkować na parkingach P+R, które zlokalizowane są przy stacjach metra.<br />
W trakcie poszukiwań bezcenny był <a href="http://mercator.elte.hu/~haaoaat/p&amp;r/">ten link</a>, dzięki któremu namierzyliśmy interesujący nas parking przy stacji &#8222;Mexikoi ut&#8221;, gdzie trafiliśmy bez żadnych problemów dzięki Google Streetview :)<br />
Tu mała historia, gdyż właśnie widok ulicy pozwolił namierzyć nam procedurę w stylu &#8222;jedziemy M3 około 7km w głąb Budapesztu, potem będą dwie stacje OMV prawie naprzeciw siebie, a za nimi salon FIATa, za którym będzie wiadukt. Przy następnym wiadukcie będzie stacja benzynowa, gdzie skręcamy, mijamy stację po prawej i wjeżdżamy na wiadukt&#8221;. Gdy każdy szczegół się zgadzał aż krzyczeliśmy w aucie z wrażenia! &#8211; i bez problemów w ciągu paru minut zaparkowaliśmy na darmowym miejscu P+R i udaliśmy się do stacji metra, gdzie zakupiliśmy 2 bilety na metro, po 320 forintów każdy (razem jakieś 10zł na 2 osoby).</p>
<p>Przed wyjazdem warto wydrukować sobie <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Metro_w_Budapeszcie">mapkę metra</a>, bo przesadne poruszanie się po Budapeszcie piechotą, kończy się źle dla stóp (sprawdziliśmy! &#8211; do tego dołożył się fakt przesiadki z butów zimowych prosto w sandały). Nasza linia 1 to najstarsza linia metra, która (trudno uwierzyć!) została otwarta w 1895. Jest tuż pod ziemią i czasem ma się wrażenie, że człowiek schodzi dziesięć schodków do szaletu miejskiego, ale nie &#8230; wjeżdżający wagonik otrzeźwia i szybko zawozi do celu. Nasz hotel znajdował się niedaleko Vörösmarty utca (domyślam się, że utca to taka nasza &#8216;ulica&#8217;), gdzie ochoczo wysiedliśmy i za 4 minutki byliśmy w hotelu. Ta część poszła nad wyraz sprawnie.</p>
<p>Dwa słowa o hotelu &#8211; zarezerwowaliśmy go cztery dni przed wyjazdem przed weekendem majowym. Spore osiągnięcie!<br />
Pomogła nam w tym stronka <a href="http://www.booking.com/">booking.com</a>, której używałem pierwszy raz i byłem pod sporym wrażeniem. Bardzo użyteczna!<br />
Rezerwując tak późno, za pięć dni zapłaciliśmy za dwie osoby  niecałe 700zł, a hotel znajdował się 10 minut piechotką od budynku parlamentu i blisko stacji metra. Może nie był to szczyt luksusu, ale jako &#8222;spalnia&#8221; sprawdzał się dobrze &#8211; było czysto, spało się dobrze. Szkoda tylko klimatyzatora, który akurat by się przydał, ale nie udało się go uruchomić.</p>
<p>Pora przejść do konkretów, bo dotarliśmy na miejsce!<br />
W pierwszy dzień, po zostawieniu rzeczy w hotelu, jeszcze przed 17 wyruszyliśmy na miasto, w stronę parlamentu i tam spacerowaliśmy robiąc nad Dunajem rundkę, zaliczając dwa mosty. To udzieliło nam pierwszej lekcji &#8211; Dunaj jest dużo szerszy niż Wisła, odległości są znacznie dłuższe niż się wydaje &#8222;na oko&#8221;&#8230; My kochamy się szwędać, ale naprawdę chodzenie piechotą po Budapeszcie odradzam całym sercem. Najlepiej kupić sobie bilet trzydniowy na komunikację miejską albo &#8222;kombinować inaczej&#8221;.</p>
<p>Nasze &#8222;kombinowanie inaczej&#8221; zostało zainspirowane przez &#8230; Witka, mojego kolegę z byłej pracy, którego spotkaliśmy z żoną na wzgórzu Gellerta. Za ich namową kupiliśmy bilet na <a href="http://www.programcentrum.hu/en_US/main">&#8222;zielone busy&#8221; &#8211; hop on, hop off</a>. Za 15 euro na osobę (gdyby było drożej to można się potargować!) można przez dwa dni jeździć tymi busami i wsiadać i wysiadać na dowolnym przystanku. Busy (zrobione z Ikarusów 280!), niektóre z dachem, niektóre bez, mają słuchawki i opis miasta w wielu językach, w tym po polsku. Bileciki pozwoliły nam również poruszać się innym autobusem (różowym, wzdłuż Dunaju), przepłynąć się łódką po rzece i zjeść zupkę w restauracji na wzgórzu Gellerta. Na moje oko się opłacało.</p>
<p>O samym Budapeszcie można wiele napisać. Nie chcę tu powielać przewodnika!</p>
<p>Pierwsze wrażenie było takie, że jest ogromny i żadne zdjęcie tego nie oddaje. Stojąc przy budynku parlamentu człowiek czuł się jak mała mrówka. Budynki w mieście są monstrualne, niesamowicie monumentalne, sporo kamienic z końca XIX i początku XX wieku, bogato zdobione, odnowione, wielkie. Krakowskie kamienice wyglądałyby przy nich jak miniaturki, pozbawione wszelkich zdobień. Jeśli lubicie się szwędać, przejdźcie się ulicą Andrassy i w jej okolicach, jeździ tam również najstarsza na kontynencie europejskim linia metra.</p>
<p>Jeden z dni poświęciliśmy na zwiedzanie Budy, wzgórza zamkowego oraz wzgórza Gellerta, skąd jest piękny widok na całe miasto i warto tam udać się dwa razy &#8211; w ciągu dnia i wieczorem.<br />
Kolejny na lasek miejski (Városliget) i termy, wzgórze Gellerta (zielonym busikiem) i dalej wyspę Małgorzaty (różowym busikiem). A ostatni (miało padać) na parlament, bazylikę, synagogę i halę targową.<br />
Halę wybraliśmy na koniec, by nakupić lokalnych specjałów i zawieźć rodzinie &#8211; i gorąco polecam tak uczynić, by ich później nie dźwigać, ale uwaga &#8211; hala jest czynna do 18.</p>
<p>Wszystkie wymienione wyżej miejsca to niesamowite &#8222;standardy&#8221; i wszystkie gorąco polecam. Byle nie piechotą!</p>
<p>Słowo na temat jedzenia &#8211; ponieważ Księżniczka nie je martwych zwierząt, poszukała wcześniej miejsc godnych polecenia, które takie jedzenie serwuje, szczególnie że Węgrzy to naród znany z jedzenia mięsa z mięsem, z mięsem (może stąd wziął się skecz o &#8222;mielonce z mielonką, z mielonką&#8221;). Udało nam się zjeść w Hummus Barze (polecam, shakshuka &#8211; dobre, ale dziwne! &#8211; hummus z sałatką &#8211; dobre), Bocadillo Cafe (polecam! &#8211;  szczególnie piadina w różnych odmianach), Govinda (absolutny hit! &#8211; wzięliśmy talerz dla 2 &#8216;govinda&#8217; i dawno nie jadłem nic pyszniejszego). Za obiady na dwie osoby z lemoniadami (pyszne i bardzo schładzające) lub piwem udało się nam płacić w granicach 3.000 forintów, czyli 45zł. Bardzo przyzwoicie. O jedzenie warto się zatroszczyć, bo podobnież w knajpkach w centrum bywa drogo i &#8230; &#8222;nienajlepiej&#8221;.<br />
Ogólnie ceny wydawały się zbliżone do polskich, nie odczułem na niczym jakieś niesamowitej różnicy.</p>
<p>W piątek wymeldowaliśmy się rano z hotelu i pojechaliśmy do miasteczka Szentendre, które jest porównywane do Kazimierza nad Wisłą. My podobieństwa nie dostrzegliśmy, bo nas tam jeszcze nie było!<br />
Warto wydrukować sobie mapkę gdzie dokładnie zjechać, bo my troszkę pobłądziliśmy, ale sytuację udało się opanować standardowo &#8211; językiem pół-migowym na najbliższej stacji benzynowej. Ciche wrażenie jest takie, że poza stolicą ludzie dużo lepiej mówią po niemiecku niż po angielsku.<br />
O ile Budapeszt był ogromny, monumentalny, to Szentendre jest urokliwym małym miasteczkiem z piękną starówką. Można swobodnie poszwędać się przez 2-3 godzinki i podziwiać bajkowe widoki na miasto i płynący w tle Dunaj. Nie omieszkaliśmy zjeść lokalnego Langosa w knajpce, która stoi tam podobnież dobrze ponad 20 lat, a w której był jeden (słownie &#8222;jeden&#8221;) stolik przy którym zasiedliśmy z grupką nieznajomych wspólnie pochłaniając te pyszne wyroby.<br />
Budapeszt zmęczył nas trochę ogromnymi budowlami, niesamowitymi zdobieniami. Tu odpoczęliśmy.</p>
<p>Z &#8222;Szentendre&#8221; wiąże się też mała historia &#8211; otóż nie wiedziałem, że Węgrzy zamiast &#8222;sz&#8221; mówią &#8222;s&#8221; i na odwrót, w związku z tym &#8222;Szentendre&#8221; czyta się &#8222;Sentendre&#8221;, natomiast w Budapeszcie, ku mojej wielkiej uciesze, ujrzałem napis &#8222;Busz&#8221; na pasach dla autobusów, a na jednej z kamienic zaskoczył nas &#8222;Szexshop&#8221;!</p>
<p>Ostatni krok podróży to <a href="http://skanzen.hu/index.php">skansen niedaleko Szentendre</a>, w który mieliśmy ledwie dwie godzinki, a mam wrażenie, że i cały dzień to byłoby mało. Cały skansen ma 2.2km wzdłuż i znajdują się tam domki razem z całym wyposażeniem, przeniesione z oryginalnych lokalizacji i zorganizowane w małe, klimatyczne wioski. Bosko!<br />
Przejechaliśmy się klimatycznym pociągiem i chodziliśmy od domku do domku z rozdziawionymi paszczami. Gdzieniegdzie panie ubrane w tradycyjne stroje częstowały nas wyrobami, które w tych domkach się piekły! Naprawdę można było się przenieść duchem parędziesiąt lat wstecz. Piękne miejsce i warte odwiedzenia.</p>
<p>I tak skończyła się nasza podróż, wróciliśmy do Krakowa dość sprawnie, w 5.5 godzinki, wcześniej zatrzymując się w sklepie, by kupić trochę tamtejszych wyrobów, które można podgryzać i popijać wieczorami po powrocie&#8230;</p>
<p>Kto nie był ten nie zrozumie jak bardzo zdjęcia nie oddają pełni rzeczywistości&#8230;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/budapeszt/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spłuczka w linuksie</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/spluczka-w-linuksie/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/spluczka-w-linuksie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 May 2012 17:38:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=489</guid>
		<description><![CDATA[Ponad sześć lat temu napisałem pewien satyryczny artykuł, który zyskał sobie pewną popularność (serwer stał wtedy u mnie w pokoju i został kompletnie zapchany!), a który zniknął z tej strony przy okazji różnych przeprowadzek. Pora go &#8222;reanimować&#8221;! Wkleję ten tekst jeszcze raz tutaj, bo nie wypada, żeby na stronie do której prowadzą odnośniki nie było jego oryginału. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ponad sześć lat temu napisałem pewien satyryczny artykuł, który <a href="http://lmgtfy.com/?q=sp%C5%82uczka%20w%20linuxie">zyskał sobie pewną popularność</a> (serwer stał wtedy u mnie w pokoju i został kompletnie zapchany!), a który zniknął z tej strony przy okazji różnych przeprowadzek. Pora go &#8222;reanimować&#8221;!</p>
<p><img title="Więcej..." src="http://www.piotr.nabielec.com/wp-includes/js/tinymce/plugins/wordpress/img/trans.gif" alt="" /></p>
<p>Wkleję ten tekst jeszcze raz tutaj, bo nie wypada, żeby na stronie do której prowadzą odnośniki nie było jego oryginału.<br />
Za wszystkie pozytywne odzewy przez ostatnie lata dziękuję :)</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>To krótka powieściowa satyra science-fiction opowiadająca o tym, jak wyglądałbyby świat, gdyby panowali w nim linuxowcy i ich filozofia :)</p>
<p><strong>Spłuczka w linuxie</strong></p>
<p>Nareszcie. Z powrotem na ziemi ojców! Nie mogłem uwierzyć własnym oczom.. To już 10 lat kiedy byłem tu ostatni raz. Chyba się strasznie postarzałem, ta sama rzeczywistość nabrała zupełnie innych walorów.<br />
No, ale w końcu byłem młody, świeżo po studiach i taka propozycja, chyba niewielu by się oparło ?<br />
Dość już tych ciągłych pytań, przez całą podróż się katowałem, a teraz dalej nie mogę przestać.. 10 lat pracy nad urządzeniami kodującymi tułając się po podziemnych laboratoriach w Stanach, a teraz powrót do Korzeni, Balice, jeszcze 2 godzinki i mógłbym odwiedzić swoje stare mieszkanie..<br />
Niestety prosto z lotniska ma mnie zgarnąć jakiś gość. To chyba w końcu nie dziwne, że z takim doświadczeniem i jeszcze w stosunkowo młodym -ehem- wieku ktoś mnie tu chce od razu zgarnąć do roboty?<br />
Było szorstko i formalnie, dotarłem do hotelu, tu zaraz zmasakruję łóżko siłą górniczego tąpnięcia, niech tylko jeszcze dorwę prysznic i kibel!!</p>
<p>Pokoik mały, ale przytulny, urządzony podobnie do mojego starego, więc urzekł mnie od razu. Nie to pomieszczenie było jednak najważniejsze, dwa susy i byłem w ŁAZIENCE!<br />
Spokojny strumień moczu ściągany w dół tajemną siłą grawitacji rysował w powietrzu piękny kształt paraboli, to znaczy, że jeszcze nie mam problemu z prostatą.. Ale im mniej było moczu w mym pęcherzu, tym niżej była moja szczęka..<br />
Zamiast spłuczki była naklejona folia wyświetlacza. Miałem przed sobą TERMINAL!</p>
<p>Folia była dotykowa, więc szybko się dogadaliśmy, standardowo klawiatura w dolnej części, nawet polskie czcionki były !<br />
Ale jajo!! Terminal w kiblu!!<br />
W końcu to już 3 lata jak Microsoft wycofał się z branży systemów operacyjnych.. Standaryzacja linuxa i miliony rąk darmowego OpenSource zrobiły swoje.. Znów nie mogłem powstrzymać myśli, zahaczały o coraz to nowe fragmenty mojej starej przeszłości. Teraz jednak na chwilę moim głównym zadaniem było spuścić po prostu wodę. Skup się Piotruś i do dzieła!</p>
<p>Login i hasło było takie samo jak do drzwi wejściowych, ah jak piękne jest to miganie kursora!</p>
<p><code>r1034@Mirrabelis ~ $ toiletwater<br />
bash: toiletwater: command not found</code></p>
<p>BASH ?! O rany. Ja to jeszcze pamiętam !<br />
Spróbowałem kolejny raz:</p>
<p><code>r1034@Mirrabelis ~ $ toilet-water<br />
Użycie: toilet-water [OPCJA]... URZĄDZENIE ...<br />
Napisz `toilet-water --help' żeby dowiedzieć się więcej.</code></p>
<p>O w morde. Opcje? Urządzenie? O co to chodzi? – przypomniały mi się teraz nocki spędzone przed linuxowym terminalem nad mrocznymi komendami… No i nad sraczem mamy powrót do źródeł… Dosłownie i w przenośni..</p>
<p>No nic.. do dzieła. Wklepałem ochoczo <code>'man toilet-water'</code>…<br />
Długo łapałem szczęke…<br />
20KiB manuala do sraczowej spłuczki ?</p>
<p>O Mamo! Czego tu nie było ?!</p>
<p>Odkąd jedno konsorcjum praktycznie zmonopolizowało przemysł kibli w dużych ośrodkach to był właściwie jedyny logiczny system… No nic znowu te dywagacje. Dowiedziałem się przynajmniej, że URZĄDZENIE zazwyczaj znajduje się w katalogu <code>/dev/toilet</code>.<br />
<code>ls</code> wypluł jakiś dzylion ekranów, został mi tylko ostatni, bo nie dałem <code>lessa</code>.. Wszystkie ten sam format.. No tak.. w końcu mój login to r1034.<br />
Chwila niepokoju. `<code>toilet-water /dev/toilet/r1034</code>`. Zaraz, zaraz. ROZPROSZONY SYSTEM STEROWANIA KIBLAMI?! Czy ja mogę spuścić komuś wodę w pokoju? Albo zdalnie w całym hotelu na raz ?<br />
Szybko <code>find -perm </code>i … niestety.. mam prawa tylko do swojego kibla. No tak, w końcu zamiast płacić sprzątaczce za wymycie 2 tysięcy kibli siada operator i wpisuje jedno polecenie… Ah ta komputeryzacja..</p>
<p>W końcu przycisnąłem enter. Świeza woda zawineła się ślicznie po muszli i z wdzięcznym pluskiem zakończyła całą operację… Rany boskie. Przecież ja od 5 minut siedzę okrakiem na kiblu klepiąc w terminal na ścianie…</p>
<p>Ciekawość była silniejsza ode mnie. Co jeszcze potrafi <code>toilet-water </code>??<br />
Manual……..<br />
Rany, nie wiem jak to opisać. Po prostu straciłem oddech z wrażenia. Ale po kolei:</p>
<p>Opcja -l, czyli level.<br />
Mogę sobie napełnić zbiornik do zadanego poziomu! Już nie ma ‘duży zbiornik na kupe, mały na siki’. Teraz można podać 0.7. albo 0.1. No przy niektórych dietach to przydałoby się powyżej 1….<br />
Ale nic to. Dalej –<br />
-t TEMPERATURA WODY PRZED SPŁUKANIEM ?!<br />
Tam jest termostat, który grzeje tę wodę! Żeby zdezynfekować kibel wystarczy zagrzać to do parudziesięciu stopni i spuścić wodę.. proste… Ale jak oni tym sterują, skoro wody może być bardzo mało i bardzo dużo.. szukam, szukam…<br />
-c algorytm stabilizacji temperatury… dwupołożeniowy, PID z adaptacją, predykcyjny.. rany, przecież ja to studiowałem! Mówili mi, że automatyka jest wszędzie, ale że 10 lat po studiach znajdę algorytm predykcyjny w spłuczce od kibla to bym się nie domyślił…<br />
a dalej…<br />
-p badanie uwarunkowania macierzy autokowariancji pomiarów temperatury… rany boskie.. chyba tylko ja mam prawo pamiętać co to jest.. zabezpieczenie przed wybuchem estymatora… Oni są nienormalni..</p>
<p>No i wreszcie jakaś przydatna opcja !<br />
-d typ_detergentu, standardowo dostępne trzy różne, trzy różne gęstości i zapachy. No tak, już nigdy nie będę łowił kostki w klozecie, po tym jak nieszczęśnica utonęła po niefortunnym obsunięciu..</p>
<p>Manual powoli się rozkręcał. Można było podać ciśnienie spłukiwania, a nawet cały jego profil, żeby woda idealnie omyła brzegi, na początku dużo, żeby podejść maksymalnie wysoko, potem z gracją opaść na dno, ale bez wielkiego plusku..<br />
Inżynierska robota!<br />
Uruchomiłem spłuczkę jeszcze raz. Faktycznie kunszt z jakim woda kręciła zawijasy po muszli przypominał mi mistrzostwa świata na torze saneczkowym…</p>
<p>Co my tu dalej mamy ? – lepkość spłukiwanej cieczy? (-f) – no tak bez tego przecież nic nie działa !<br />
Oczywiście miało to swój sens – żeby uzyskać odpowiednie ciśnienie wody zawór odpływu musi być sterowany w zależności od lepkości cieczy… eh… no w końcu dowiedziałem się, jak on to robi.. Rozwiązuje po prostu równania różniczkowe cząstkowe i wylicza optymalny kształt po którym będzie poruszać się woda! Na szczęście nie ma do wyboru metody rozwiązywania.. Ostała się od wersji 1.29 już tylko stara poczciwa metoda Rungego-Kutty.. Ale dziadostwo jest niesamowite, podam mu parametry spirali po której chcę, żeby woda leciała, a on na podstawie lepkości cieczy i TEMPERATURY W POMIESZCZENIU (-r) wyznaczy sterowanie otwarciem zaworu wypływu wody ze zbiornika do muszli..<br />
Tożto można zaprząc do robienia jakiejś animacji! Przypomniały mi się stare zabawy z ASCII-artami i zacząłem się zastanawiać, kiedy będzie można modulować wodę w kiblu, żeby zobaczyć w trakcie spłukiwania jakiś ciekawy filmik… ?</p>
<p>No nic.. zbliżamy się do końca tego, co ciekawe.<br />
Ale hahaha !!!<br />
(Tu naprawdę zaniosłem się minutowym śmiechem)<br />
-t tryb nocny !! – tak steruje wypływem wody, żeby zminimalizować hałas generowany przez spuszczaną wodę. Zaleca się dodatkowo opuszczenie klapy, w celu pasywnego stłumienia resztek hałasu! Ile razy cichaczem spuszczałem wodę w nocy, a tu pyku-pyku `<code>toilet-water -t /dev/toilet/r1034</code>`.. o rany, przepraszam `<code>toilet-water -t -s 340 /dev/toilet/r1034</code>`, można jeszcze podać PRĘDKOŚĆ DŹWIĘKU w powietrzu…</p>
<p>Zaczął mnie męczyć ten manual, pobawiłem się jeszcze trzema ustawieniami i naszła mnie ochota zajrzeć w źródła..<br />
Niestety nogi już mi zdrętwiały od tej pozycji, a łóżko coraz głośniej krzyczało, że ma za dużo powierzchni czynnej…</p>
<p>Eh… spłuczko.. Wrócę do Ciebie rano. Bądź tego pewna..<br />
Na koniec nie mogąc się powstrzymać przed logoutem wklepałem `<code>toilet-water -l 1.0 -t 80 -c 1 -p -d 2 -f 1.2 -t -s 340 /dev/toilet/r1034</code>`…<br />
Istne piękno…</p>
<p>Sniła mi się moja młodość. Używałem nieistniejących już Windowsów. Pisałem w Visual C++ i polazłem się odlać…<br />
Leję, a tu przede mną – o zgrozo! – dwa ogromne guziki do spłukiwania wody. Teraz pamiętam je wyraźnie, pół mojej młodości! Najlepsze rozwiązania problemów programistycznych przychodziły mi do głowy, mając właśnie je przed oczami…!!<br />
Nacisnąłem jeden. Woda z wielkim hukiem zatoczyła nieładny wir, lekko się pieniąc..<br />
Żadnych możliwości kształtowania tego?! Wszystko zabudowane i tylko dwa guziory na zewnątrz?!<br />
Na szczęście czasy windowsów minęły, teraz w pokoju hotelowym po energicznej pobudce idę na kolejne siedzenie przed spłuczką…<br />
Obiecałem sobie, że z rana zhakuję system i spuszczę wodę z moim ulubionym zapachem na raz na całym piętrze. I to trybem nocnym hehe!<br />
No może jednak troche tęskni mi się ta prosta młodość… Ale co to za dywagacje? Czas na spotkanie z nowym szefem…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2012/05/spluczka-w-linuksie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Głupio</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/glupio/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/glupio/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Apr 2012 10:23:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=476</guid>
		<description><![CDATA[Zeszły rok był wyjątkowy pod wieloma względami, ale pamiętam jedno wydarzenie i wieczór pełen myśli, który otworzył mi oczy na coś zupełnie nowego. Oto krótka opowieść z morałem. Sprawa wydawała się dość trywialna, ponieważ chodziło o &#8230; bieganie! W ciągu paru wcześniejszych lat biegałem po okolicy dookoła domu. Dresik, niezłe buty, dwie minuty naciągania i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zeszły rok był wyjątkowy pod wieloma względami, ale pamiętam jedno wydarzenie i wieczór pełen myśli, który otworzył mi oczy na coś zupełnie nowego. Oto krótka opowieść z morałem.</p>
<p><span id="more-476"></span></p>
<p>Sprawa wydawała się dość trywialna, ponieważ chodziło o &#8230; bieganie!<br />
W ciągu paru wcześniejszych lat biegałem po okolicy dookoła domu. Dresik, niezłe buty, dwie minuty naciągania i wio!<br />
Czasem wybiegało się codziennie, czasem raz na tydzień, biegłem, biegłem &#8230; a wpadając do domu po przebiegnięciu ledwie czterech kilometrów padałem na łóżko i potrzebowałem dobrych piętnastu minut, żeby wrócić do życia. Nie da się bez sugestywnej onomatopei oddać dźwięku mojego oddechu po tym niby przeciętnym, a jednak nadludzkim wysiłku.</p>
<p>Tak wyglądało moje bieganie przez parę lat i wydawało się tak musi być. Po prostu &#8222;staraj się bardziej&#8221;. Do czasu&#8230;<br />
Wszystko zmieniło się, gdy poznałem paru swoich kolegów, którzy  biegają maratony i dłuższe dystanse i wdałem się z nimi w dyskusję o bieganiu. Okazało się, że robiłem to wszystko kompletnie źle&#8230; (przez moment nie rozumiałem jak można &#8216;źle biegać&#8217;?!).<br />
Zatopiłem się w lekturze &#8222;Biegiem przez życie&#8221; pana Skarżyńskiego i powolutku wszystko do mnie docierało.</p>
<p>Ubrałem te same buty i ten sam strój do biegania, wygrzebałem z czeluści szuflady pulsometr i bogatszy o trochę wiedzy wyruszyłem na piękną trasę wzdłuż Wisły. Cóż to było za uczucie!<br />
Wróciłem do domu po przebiegnięciu pięciu kilometrów i przysiągłbym, że mój umysł dawno nie był czystszy, a ja sam miałem zapału na tyle, by jeszcze sprzątnąć całe mieszkanie. Nie wspominam tu już o tym, jak smakowała kolacja po tym biegu!</p>
<p>Od tamtego czasu mogłem konsekwentnie stosować się do paru prostych wskazówek, które kompletnie odmieniły mój sposób biegania, radość jaką z tego odczuwam i postępy które robię.</p>
<p>A później przyszedł czas na refleksję, więc wiedz, że zbliżamy się do puenty!<br />
Kiedy wspomniałem swoje wcześniejsze bieganie, dotarło do mnie, że robiłem to naprawdę szczerze i z całego serca. Ja w ogóle w całym swoim życiu starałem się robić rzeczy szczerze i z całego serca. Zawsze myślałem, że to wystarczy. Czegoś jednak w tym brakowało?!</p>
<p>Wtedy, biorąc pod uwagę informacje z książek, tego co się dowiedziałem od ludzi, dotarło do mnie, że można robić rzeczy szczerze i z całego serca, a jednocześnie *głupio*. Moje bieganie było szczere i z całego serca, ale głupie, infantylne.<br />
Dotarło do mnie, że szczere chęci i zapał to wciąż za mało. To było jak znak ostrzegawczy!</p>
<p>Może całe moje życie wydaje się jak to bieganie? Może robię rzeczy naprawdę szczerze i z całego serca, a tu się okazuje, że wyniki mizerne jak z bieganiem? Parę prostych wskazówek powoduje, że ta dziedzina życia zaczyna niesamowicie owocować. A co z innymi?<br />
Wtedy przyszedł czas na prosty remanent życiowy &#8211; czy przez przypadek nie ma dziedzin życia, w których wypruwam sobie żyły, a niewiele owocu z tego jest? I jak tu sprawić, by do szczerości i zapału dorzucić jeszcze mądrość&#8230;</p>
<p>A może ja głupio pracuję? Uczę się? Pomagam innym? Kocham?</p>
<p>Wciąż zdarzają mi się przebłyski, kiedy z zapałem i szczerym sercem rzucam się do działania, a tu zapala się czerwone światło mówiące, że to może być mało. Przypominają się wieczory z charczącym oddechem po krótkim biegu. To wciąż dla mnie przerażające, że można zmarnować czas i swój zapał robiąc rzeczy całym sobą i ze szczerym sercem, ale &#8230; po prostu głupio.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/glupio/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiosna w rozkwicie</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 09:06:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=471</guid>
		<description><![CDATA[Chyba nie ma lepszej okazji do powrotu do pisania niż święta, których celem jest celebrowanie Zmartwychwstania :) Zacznę niemrawo, ale zacznę! Trawa wychodzi spod ziemi, budzą się rośliny, budzę się i ja! Bardzo mi brakowało tych artykułów tutaj, ale pochłonął mnie ogrom wydarzeń i zmian. Na dziś wkleję filmik, przy którym ciągle rozpiera mnie duma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Chyba nie ma lepszej okazji do powrotu do pisania niż święta, których celem jest celebrowanie Zmartwychwstania :)</p>
<p><span id="more-471"></span>Zacznę niemrawo, ale zacznę!<br />
Trawa wychodzi spod ziemi, budzą się rośliny, budzę się i ja!<br />
Bardzo mi brakowało tych artykułów tutaj, ale pochłonął mnie ogrom wydarzeń i zmian.</p>
<p>Na dziś wkleję filmik, przy którym ciągle rozpiera mnie duma :)<br />
Oto, jak Księżniczka spędzała parę grudniowych dni &#8230; (od 7:47).</p>
<p><p><a href="http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p><br />
I dwa filmiki na rodzącą się wiosnę:</p>
<p><a href="http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
<p><a href="http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
<p>Niech te Święta będą pełne sensu, zatrzymania, wewnętrznego słońca i przemieniającej siły zmartwychwstania Chrystusa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2012/04/wiosna-w-rozkwicie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jesień w rozkwicie</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/11/jesien-w-rozkwicie/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/11/jesien-w-rozkwicie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 10 Nov 2011 18:17:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=429</guid>
		<description><![CDATA[Okres subiektywnej stabilizacji to typowy sygnał dla takich ludzi jak ja, że będzie się sporo działo, niekoniecznie w świecie zewnętrznym&#8230; Ostatnie parę miesięcy to był galop, skrajne i intensywne emocje, niesamowite przeżycia, ale to się kiedyś musiało skończyć. Kiedy więc grób opłakany, w nowym mieszkanku z Księżniczką &#8211; żoną, a w nowej pracy ustabilizowany, galopem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Okres subiektywnej stabilizacji to typowy sygnał dla takich ludzi jak ja, że będzie się sporo działo, niekoniecznie w świecie zewnętrznym&#8230;</p>
<p><span id="more-429"></span></p>
<p>Ostatnie parę miesięcy to był galop, skrajne i intensywne emocje, niesamowite przeżycia, ale to się kiedyś musiało skończyć. Kiedy więc grób opłakany, w nowym mieszkanku z Księżniczką &#8211; żoną, a w nowej pracy ustabilizowany, galopem dopadły mnie zaległości uczuciowe&#8230;</p>
<p>Czy też tak macie, że możecie tydzień chodzić po górach i dopiero po powrocie, solidnej kąpieli i regenerującym śnie wszystko, co zaległe zaczyna boleć?<br />
Albo nie dosypia człowiek parę dni i funkcjonuje całkiem fajnie, a potem kiedy wreszcie odeśpi to cały następny dzień jest widoczny jak przez mgłę?<br />
Albo w pracy się człowiek spina lub na uczelnię i przeklina, że pracy tyle i że potrzeba chwili spokoju, ale gdy burza ucichnie robi się dziwnie pusto i jakby tęskno za stanem poprzednim?</p>
<p>To chyba właśnie przeżyłem. Po paru ostatnich miesiącach pojawił się moment, gdy mój wzrok mógł utkwić na suficie lub świecach niemrawo oświetlających pokój, a uszy leniwie wsłuchiwać w tykanie zegara. Wtedy właśnie wszystkie &#8222;górskie otarcia&#8221;, &#8222;niedospane noce&#8221; i &#8222;mobilizacje pracowe&#8221; zaatakowały, a mi pozostało przeżyć wszystkie te emocje, które zakopałem na jakiś czas.</p>
<p>Sporo tego było. Na dodatek za oknem naprawdę piękna jesień, rozmawiając i spacerując Księżniczka mówi, że tak urodziwa nie była nigdy, odkąd pamięta. A jesień to wciąż jesień, dla mnie okres zadumy, podsumowań i przyglądania się. Siadam sobie i nic nie robiąc słucham tej pogoni myśli, która swoją ścieżkę obrała przez moją głowę, słucham tych emocji, które już może przyzwyczaiły się, że zawsze będą pod skórą gotowe wyskoczyć w najmniej spodziewanym i odpowiednim momencie. Ależ to fajny czas móc bez poczucia winy nic nie robić :)</p>
<p>Może nie do końca nic&#8230; z najjaśniejszych punktów wspomnę ostatnie Warsztaty Gospel w Wadowicach oraz mój wykład na Slot Fest w Krakowie. Pośród zadumy i jesiennej deprechy wydarzają się punkty niesamowicie jasne i pełne pasji.</p>
<p>Dziś chciałem napisać, że oczywiście wciąż sporo się dzieje, ale jakby poza mną. Czuję się trochę obserwatorem, a trochę jak balon, z którego schodzi nagromadzone powietrze. To był mały czas ciszy jak widzę po wpisach. Wyluzowałem się i przestałem tak pilnować, by ciągle coś pisać :)</p>
<p>A na koniec cytat z książki Wojciecha Cejrowskiego &#8222;Rio Anaconda&#8221;. Uśmiałem się niesamowicie czytając ją, a do tego sprawy które opisuje pan Wojtek są jakoś dziwnie bliskie mojemu sercu. Dziś o nieszczęściu:</p>
<p style="padding-left: 30px;">&#8222;Przepowiadanie pecha jest proste i pewne (szczególnie gdy masz pod ręką jakiegoś nerwusa). Proste i pewne, bo wszyscy mu pomagają.<br />
Ludzie zrobią wiele, żeby pecha uniknąć, a to gwarantowany sposób, by im się przytrafiło coś złego. Po prostu sami sprowadzają go na siebie. Zaczynają być zdenerwowani, zaniepokojeni i rozkojarzeni. Koncentrują uwagę na uniknięciu nieszczęścia i wtedy nie zauważają różnych drobnych zwykłych zagrożeń. Skupiają się na omijaniu pecha, zamiast uważać, by nie wdepnąć w coś, co pechem nie jest. No i kłopot murowany &#8211; w dżungli powinieneś uważać na to, co się dzieje, a nie myśleć o tym, co ci się zdarzyć może.<br />
Z kolei przepowiadanie szczęścia nie udaje się prawie nigdy, bo ludzie nie robią nic, żeby mu pomóc &#8211; siedzą i czekają, aż ich szczęście samo się ziści. W dodatku podchodzą do szczęścia sceptycznie: <em>Eeee tam. Ja i milion na loterii? Na pewno nie.</em> Za to pech&#8230; Pecha wszyscy traktują poważnie. W pecha się wierzy. Pech jest pewny jak w banku. Fortuna kołem się toczy i na pstrym koniu jeździ, a pech to pech &#8211; solidna firma.&#8221;<br />
(Wojciech Cejrowski &#8222;Rio Anaconda&#8221;, str 244)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/11/jesien-w-rozkwicie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czas nauki</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/czas-nauki/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/czas-nauki/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 Oct 2011 13:58:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=413</guid>
		<description><![CDATA[Dziś dwa proste pytania: Po pierwsze podnieś rękę, jeśli jeszcze się uczysz. Po drugie powiedz ile lat z Twojego życia zajęła nauka, może również być procentowo. Gdyby podejść do tego &#8222;klasycznie&#8221; to w moim wypadku rachunek jest dość prosty: 8 lat podstawówki, 4 lata liceum i 5 lat studiów, to razem daje 17 lat nauki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dziś dwa proste pytania:<br />
Po pierwsze podnieś rękę, jeśli jeszcze się uczysz.<br />
Po drugie powiedz ile lat z Twojego życia zajęła nauka, może również być procentowo.</p>
<p><span id="more-413"></span></p>
<p>Gdyby podejść do tego &#8222;klasycznie&#8221; to w moim wypadku rachunek jest dość prosty: 8 lat podstawówki, 4 lata liceum i 5 lat studiów, to razem daje 17 lat nauki z 29 lat, które mam na karku, a to oznacza, że 59% swojego życia spędziłem na nauce. Nieźle&#8230;</p>
<p>A Wy?<br />
Policzcie, porównamy i wyciągniemy wnioski.</p>
<p>Ostatnio zmieniłem pracę i w związku z tym bardzo dużo się uczę. Nowe technologie, nowe narzędzia, nowy produkt.<br />
Różne badania pokazują, że zapamiętujemy niewielką część, rzędu 10-20% tego, co czytamy lub w czym biernie uczestniczymy. Wyobraźcie sobie &#8211; z pięciu godzin wykładów i szkoleń zostanie w nas niecała godzina, jeśli nie 30 minut, a i tyle bez powtarzania ulegnie całkowitej dezintegracji po paru tygodniach.</p>
<p>Procent zapamiętywanej informacji znacząco rośnie, jeśli nauka wymagała naszego zaangażowania w rozwiązanie jakiegoś realnego, życiowego przypadku. Już w ogóle najlepiej, jeśli informacja ta wiązała się z jakimś emocjonalnym przeżyciem. Dlatego właśnie na niektórych szkoleniach i wykładach okropnie ziewamy &#8211; po prostu oprócz słuchania i notowania nie ma dla nas nic twórczego do roboty. Niech tylko jednak jakaś informacja nas poruszy i jednocześnie będzie wymagała naszego zaangażowania, prawdopodobnie zapamiętamy ją bez problemu na lata. Dlatego dobrzy nauczyciele łączą obraz, dźwięk, zaskakują nas, rozśmieszają, opowiadają historie i przede wszystkim, angażują.</p>
<p>I tu dotarłem do sedna. To, co napisałem wyżej, w skrócie oznacza, że uczymy się całe życie. Mógłbym nawet dodać, że w pracy uczę się dużo efektywniej niż na studiach, czy w liceum, bo muszę się zaangażować. Nie da się pracować nie angażując. Często do informacji dochodzą emocje i Bum! &#8211; okazuje się, że studia co prawda wbijały kilofem informacje w moje połączenia neuronowe, ale wyparowały one szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.</p>
<p>Nie wiem skąd się wzięło w nas przekonanie, że przed sporą część czasu naszego życia jakaś instytucja wlewa nam do głowy informacje, które przez jego resztę, z mniejszym lub większym sukcesem, użytkujemy. Myślimy o dobrze wybranej uczelni lub szkole, czasem o konkretnych przedmiotach. A jednak uczymy się całe życie, od urodzin przez szkołę do późnych lat starości, a najwięcej frustracji spotyka nas właśnie wtedy, gdy uznamy, że już nie potrzebujemy się uczyć i rozwijać.</p>
<p>Możemy zadać sobie pytanie: jak lepiej przyswajać informacje, by nam nie &#8222;wyciekały&#8221; z głowy? Jest na ten temat mnóstwo wartościowych informacji. Od razu mogę powiedzieć, że &#8222;kucie&#8221; działa tylko na krótką metę, po paru tygodniach nie będziemy mogli sobie przypomnieć większości informacji. Niesamowitą książką w tym temacie jest &#8222;Made to Stick&#8221;, której autorami są Dan i Chip Heath. Gorąco polecam!</p>
<p>Może więc jeszcze uczysz się chodzić albo mówić (tak, to żart!), jesteś w szkole, pracujesz lub jesteś na emeryturze, ale to, co chcę przekazać to fakt, że uczymy się nie 59% swojego życia, jak w moim wypadku wykazały wyliczenia, lecz 100%, ani mniej, ani więcej. Każda sytuacja, trudna lub radosna, czegoś nas uczy. Nowe towarzystwo, nowa praca, nowe wyzwania, nowy dzień. Nie traćmy gotowości i otwartości, by nasz świat poszerzyć w taki sposób, by na trwałe zamieszkał w naszych głowach i sercach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/czas-nauki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nowe początki</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/nowe-poczatki/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/nowe-poczatki/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 05 Oct 2011 09:27:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=409</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj tylko garstka nowości. Zmieniłem pracę. Ostatnie pół roku to ciągłe zaczynanie od nowa w wielu obszarach. Pogrzeb, wesele, przeprowadzki. Prawie jak urodzenie się na nowo. Mam możliwość zacząć robić różne rzeczy inaczej niż dotychczas, trochę bardziej świadomie. Sporo nauki! :) &#8211; to mobilizujące bardzo. Naprawdę piękna jesień, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak było. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj tylko garstka nowości.<br />
Zmieniłem pracę. Ostatnie pół roku to ciągłe zaczynanie od nowa w wielu obszarach. Pogrzeb, wesele, przeprowadzki. Prawie jak urodzenie się na nowo. Mam możliwość zacząć robić różne rzeczy inaczej niż dotychczas, trochę bardziej świadomie. Sporo nauki! :) &#8211; to mobilizujące bardzo.</p>
<p><span id="more-409"></span></p>
<p>Naprawdę piękna jesień, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak było.</p>
<p>Do końca tygodnia szykuje się mało wolnego czasu, więc dziś wrzucę tylko zapierające dech lampiony!</p>
<p><a href="http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/nowe-poczatki/"><em>Click here to view the embedded video.</em></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/10/nowe-poczatki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odgrzewane kotlety</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/odgrzewane-kotlety/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/odgrzewane-kotlety/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Sep 2011 15:18:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nowości i inspiracje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=404</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem tylko odgrzeję muzykę, którą nagrałem już sporo czasu temu, ale gdzieś się zawieruszyła&#8230; MySpace trochę przymarł, zawsze miał ograniczenia na liczbę ścieżek, a ostatnio &#8230; po prostu nie udało mi się odtworzyć utworu! W związku z tym przesiadłem się na SoundCloud, gdzie założyłem sobie profil i można posłuchać różnych starych i bardzo starych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem tylko odgrzeję muzykę, którą nagrałem już sporo czasu temu, ale gdzieś się zawieruszyła&#8230;</p>
<p><span id="more-404"></span></p>
<p>MySpace trochę przymarł, zawsze miał ograniczenia na liczbę ścieżek, a ostatnio &#8230; po prostu nie udało mi się odtworzyć utworu! W związku z tym przesiadłem się na SoundCloud, gdzie założyłem sobie profil i można posłuchać różnych starych i bardzo starych kompozycji. Muzyczka jest do <a href="http://soundcloud.com/piotr-nabielec">posłuchania tu</a>.</p>
<p>Swoją drogą dawno niczego nie nagrałem, ale chyba &#8230; przyjdzie na to odpowiedni czas :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/odgrzewane-kotlety/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gąbka</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/gabka/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/gabka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Sep 2011 09:36:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=388</guid>
		<description><![CDATA[Czy potrafisz oddzielić się i uniezależnić od tego, co oglądasz w telewizji, w internecie, jakimi ludźmi się otaczasz? Jesteśmy jak gąbka, chłoniemy wszystko, w czym na co dzień jesteśmy zanurzeni. No własnie, tylko co to jest? I czy jest się czym chwalić? Wiedzieliście, że co parę lat komórki naszego organizmu są wymieniane na nowe? Stare, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy potrafisz oddzielić się i uniezależnić od tego, co oglądasz w telewizji, w internecie, jakimi ludźmi się otaczasz? Jesteśmy jak gąbka, chłoniemy wszystko, w czym na co dzień jesteśmy zanurzeni. No własnie, tylko co to jest? I czy jest się czym chwalić?</p>
<p><span id="more-388"></span></p>
<p>Wiedzieliście, że co parę lat komórki naszego organizmu są wymieniane na nowe? Stare, martwe, są usuwane, podczas gdy nasz organizm wciąż tworzy zamienniki na ich miejsce. Podczas tego aktu tworzenia zużywane jest to, czego dostarczymy organizmowi: jedzonko, picie, powietrze. Mówiąc wprost, jesteśmy zbudowani z tego, co zjedliśmy.</p>
<p>Popatrz teraz na siebie, swoją skórę, włosy i pomyśl przez chwilę, że to jest zbudowane z tego, co zjadłeś, wypiłeś i wdychałeś przez ostatnie parę lat. Jeśli myślisz o zmianie diety, dla niektórych to jest dobry argument :)</p>
<p>Patrząc prawdzie w oczy, z komórkowego punktu widzenia jesteś zupełnie innym stworzeniem, niż gdy byłeś dzieckiem. Od tamtego czasu większość komórek Twojego ciała została wymieniona na nowe. Zafascynowało mnie to odkrycie, ale w dużo szerszej perspektywie. Czym się karmimy na co dzień, tak ogólnie, jeśli chodzi o pożywienie fizyczne, intelektualne, emocjonalne i duchowe?</p>
<p>Nie wstyd przyznać, że jesteśmy podobni do gąbki. Spróbuj wsadzić gąbkę pod wodę tak, by nią nie nasiąknęła. Powodzenia.<br />
Tak samo my codziennie zanurzeni jesteśmy w wodzie wiadomości, ludzi, emocji, wydarzeń. Trzeba się przyznać również, że nasiąkamy tym wszystkim bardziej niż byśmy chcieli.</p>
<p>Tak jak nasze ciało zbudowane jest z tego, co (w uproszczeniu) zjedliśmy i wypiliśmy w ciągu ostatnich paru lat, tak samo nasz umysł i duch wypełniony jest tym wszystkim, co dostarczyliśmy naszemu organizmowi przez oczy, uszy, dotyk i rozmyślania&#8230;</p>
<p>Czym się karmisz?<br />
Co stanowi większość pożywienia Twoich zmysłów?</p>
<p>Facebook może być fajnym narzędziem kontaktów, ale może wypełnić Twoje życie plotkami, mnóstwem płytkich relacji i przesadnym rozmyślaniem o innych, zamiast o tym, co chcesz zrobić ze swoim własnym życiem.<br />
Programy, które oglądasz w telewizji i internecie kierunkują Twoją uwagę i wypełniają go ogromem treści i przekazów. Podświadomie przejmujesz nawyki od znajomych, z którymi spędzasz większość czasu. Czy naprawdę tego chcesz?</p>
<p>Z obrzydzeniem patrzymy na śmierdzące, pokryte pleśnią jedzenie i nie popijemy go wodą, która śmierdzi stęchlizną. Ale w tym samym czasie możemy zjeść bzdurne, plotkarskie artykuły, wypełnione krótką, płytką, ale emocjonalną treścią, popić to trywialnymi, szpanerskimi rozmowami i koktajlem z wiadomości przepełnionych negatywnymi treściami i zrzędzeniem, a na deser wysłuchać reklam wbijających w Ciebie poczucie co musisz i co powinieneś.</p>
<p>Przebywaliście kiedyś w smrodzie przez dłuższy czas?<br />
Dzieje się wtedy rzecz zupełnie niesamowita &#8211; to, co jeszcze pięć minut temu było obrzydliwe przestajemy czuć! Z trudem weszliśmy do pomieszczenia, z uwagi na jego zapach, a kwadrans później zajadamy tam ze smakiem kanapkę. Nasz węch szybko przyzwyczaja się do otoczenia, wyraźne sygnały daje tylko przez chwilę.</p>
<p>Tak samo nasz intelektualny i duchowy nos informuje nas o wydarzeniach, ludziach, atmosferze, daje nam subtelne sygnały o tym, co chcemy wprowadzić do środka siebie. Jeśli to zignorujemy, możemy po chwili ze smakiem zajadać intelektualną bułkę w pokoju wypełnionym emocjonalnym odorem.</p>
<p>Myślę, że gdybyśmy na co dzień większą uwagę przywiązywali do faktu, że nasze ciało, umysł i ducha buduje to, co przez ostatnie tygodnie i miesiące wprowadzaliśmy do naszego organizmu i jak to przetworzyliśmy, inne byłoby zupełnie nasze życie wewnętrzne. Trudno nie dostać rozwolnienia pijąc stęchłą wodę.</p>
<p>Gdzie szukać przykładu?<br />
Mistrz przebywał wśród prostytutek, złodziei i złamanych ludzi,a siłę do tego czerpał z relacji z Ojcem. Karmił się dobrym, praktycznym słowem. Dawał sobie samotny czas, by móc przetrawić, to co do niego dotarło. Nie &#8222;jadł&#8221; w biegu. Przyjmował prawdziwą Miłość i po prostu przekazywał ją dalej.</p>
<p>Dbajmy o prawdę, szczerość, głębokie relacje, pozytywne i dobre informacje, intelektualne wyzwania, duchową głębię. Gdy nakarmimy się tym, co daje siłę, będziemy mogli się nią dzielić z innymi.</p>
<p>Chciałbym umieć naśladować Jezusa w tym bezwzględnym dbaniu o to, co wprowadzam do swojego organizmu, intelektu, ducha&#8230; i nie dziwić się później w jakiej jestem kondycji&#8230; Szczera, pełna miłości relacja z samym Źródłem, słowa które dają życie, a nie plotki, płycizna, duchowy smród.</p>
<p>A Tobie jak idzie?<br />
Pora na zmianę pracy? Otoczenia? Paru znajomych? Artykułów, które czytasz? Słów, które mówisz o sobie i innych? Emocji, którymi się karmisz? Diety?</p>
<p>Mnie męczy już codzienny zapach stęchlizny na który coraz bardziej się znieczulam&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/gabka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konkurencja</title>
		<link>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/konkurencja/</link>
		<comments>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/konkurencja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Sep 2011 13:44:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piotrek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.piotr.nabielec.com/?p=351</guid>
		<description><![CDATA[Z czym się Wam kojarzy słowo &#8222;konkurencja&#8221;? Ze sportem? Życiem? Wolnym rynkiem? &#8222;Wyścigiem szczurów&#8221;? Spróbujcie przez moment zdefiniować, co oznacza &#8222;konkurować&#8221;, wyniki mogą być zaskakujące! Czasem jedno proste rozważanie może zmienić sposób patrzenia na sprawy codzienne i powszechne. Tak było w moim wypadku, gdy przeczytałem o słowie &#8222;konkurować&#8221;. Gdy spróbujemy znaleźć definicję tego słowa, najczęściej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z czym się Wam kojarzy słowo &#8222;konkurencja&#8221;?<br />
Ze sportem?<br />
Życiem?<br />
Wolnym rynkiem?<br />
&#8222;Wyścigiem szczurów&#8221;?</p>
<p>Spróbujcie przez moment zdefiniować, co oznacza &#8222;konkurować&#8221;, wyniki mogą być zaskakujące!</p>
<p><span id="more-351"></span>Czasem jedno proste rozważanie może zmienić sposób patrzenia na sprawy codzienne i powszechne. Tak było w moim wypadku, gdy przeczytałem o słowie &#8222;konkurować&#8221;. Gdy spróbujemy znaleźć definicję tego słowa, najczęściej natkniemy się w niej na inne, ale dużo bliższe rdzeniu tego, co istotne &#8211; &#8222;współzawodnictwo&#8221;. Wciąż jednak trudno zdefiniować to słowo samo w sobie.</p>
<p>Współzawodnictwo. Pierwsze skojarzenie? &#8211; Złe. Wyścig szczurów.<br />
Patrząc głębiej widzę jednak &#8222;współ&#8221; i &#8222;zawodnictwo&#8221;, czyli wspólne uczestniczenie. Współuczestnictwo jest niby podobne do &#8222;współzawodnictwo&#8221;, ale jednak zupełnie inne w odbiorze.<br />
Czyżby nasza współczesna kultura i promowane postrzeganie zmieniły prawdziwe pojmowanie słowa &#8222;współzawodnictwo&#8221; i &#8222;konkurować&#8221; na coś negatywnego, gdy prawda jest zupełnie inna?</p>
<p>Pogódźmy się ze współczesną, coraz częściej odkrywanej prawdą &#8211; w dobie facebooka, smsów i innych form błyskawicznego kontaktu, robimy się coraz bardziej samotni. Niestety, coraz więcej wszystkiego, a coraz mniej tego, co trzeba. W wieku samotności, współuczestniczenie to coś, za czym będziemy coraz bardziej tęsknić&#8230;</p>
<p>Gdyby zajrzeć głębiej, w języku angielskim robi się dopiero ciekawie. Otóż słowo &#8222;konkurować&#8221; prawdopodobnie przetłumaczyłbym jako &#8222;compete&#8221;, a to podobnież pochodzi z łacińskiego &#8222;con petire&#8221;, którego znaczenie jest bliskie &#8222;wspólnie dążyć&#8221;.<br />
&#8222;Konkurować&#8221; znaczy &#8222;wspólnie dążyć&#8221;. Brzmi zaskakująco, prawda?!</p>
<p>Co powoduje, że się doskonalimy?<br />
Czasami mamy w sobie wewnętrzny motorek, który powoduje że sami wyznaczamy sobie poziom poprzeczki i najpewniej nikt tak wysoko by jej nie postawił jak my sami. Większość go jednak nie posiada. Wtedy okazuje się, jak niesamowitą siłą jest inspiracja, którą czerpiemy od innych ludzi.</p>
<p>On w tej sytuacji sobie poradził niesamowicie, ja też dam sobie radę!<br />
Nigdy nie widziałem kogoś, kto tak szczerze i gorliwie modliłby się o swoją żonę, ja też mam takie ogromne pragnienie.<br />
Wydawało mi się, że biegnę szybko, ale on pobiegł szybciej, muszę jeszcze potrenować.<br />
Dopóki nie podzieliłem się swoim przemyśleniem, nie zobaczyłem, że jest w nim dziura i da się to zrobić lepiej.<br />
Rozwiązałem 9, ale on rozwiązał 10. Następnym razem bardziej się przyłożę.</p>
<p>Ile razy to działanie innych ludzi mobilizowało nas, żeby się ruszyć z miejsca? Zebrać się w sobie. Żeby kochać głębiej. Zmienić się na lepsze. Zmieniać świat na lepsze. Przebiec szybciej. Być bliżej prawdy. Czytać wartościowe rzeczy. Poświęcić czas lub pieniądze dla innych?</p>
<p>To jest właśnie esencja &#8222;konkurencji&#8221;, czy &#8222;współzawodnictwa&#8221;. Potrzebujemy innych ludzi, jak niewielu innych rzeczy. Oprócz relacji, wspólne dążenia powodują, że rozwijamy się znacznie szybciej i z nowym poziomem motywacji. Można się mobilizować ramię w ramię.</p>
<p>Nie dajmy wykrzywić prawdziwego znaczenia &#8222;konkurencji&#8221;. W czasach samotności potrzebujemy innych ludzi, a w czasach wygody potrzebujemy mobilizacji i inspiracji. Niezły czas na &#8222;wspólne dążenie&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.piotr.nabielec.com/2011/09/konkurencja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

