Okres subiektywnej stabilizacji to typowy sygnał dla takich ludzi jak ja, że będzie się sporo działo, niekoniecznie w świecie zewnętrznym…

Ostatnie parę miesięcy to był galop, skrajne i intensywne emocje, niesamowite przeżycia, ale to się kiedyś musiało skończyć. Kiedy więc grób opłakany, w nowym mieszkanku z Księżniczką – żoną, a w nowej pracy ustabilizowany, galopem dopadły mnie zaległości uczuciowe…

Czy też tak macie, że możecie tydzień chodzić po górach i dopiero po powrocie, solidnej kąpieli i regenerującym śnie wszystko, co zaległe zaczyna boleć?
Albo nie dosypia człowiek parę dni i funkcjonuje całkiem fajnie, a potem kiedy wreszcie odeśpi to cały następny dzień jest widoczny jak przez mgłę?
Albo w pracy się człowiek spina lub na uczelnię i przeklina, że pracy tyle i że potrzeba chwili spokoju, ale gdy burza ucichnie robi się dziwnie pusto i jakby tęskno za stanem poprzednim?

To chyba właśnie przeżyłem. Po paru ostatnich miesiącach pojawił się moment, gdy mój wzrok mógł utkwić na suficie lub świecach niemrawo oświetlających pokój, a uszy leniwie wsłuchiwać w tykanie zegara. Wtedy właśnie wszystkie „górskie otarcia”, „niedospane noce” i „mobilizacje pracowe” zaatakowały, a mi pozostało przeżyć wszystkie te emocje, które zakopałem na jakiś czas.

Sporo tego było. Na dodatek za oknem naprawdę piękna jesień, rozmawiając i spacerując Księżniczka mówi, że tak urodziwa nie była nigdy, odkąd pamięta. A jesień to wciąż jesień, dla mnie okres zadumy, podsumowań i przyglądania się. Siadam sobie i nic nie robiąc słucham tej pogoni myśli, która swoją ścieżkę obrała przez moją głowę, słucham tych emocji, które już może przyzwyczaiły się, że zawsze będą pod skórą gotowe wyskoczyć w najmniej spodziewanym i odpowiednim momencie. Ależ to fajny czas móc bez poczucia winy nic nie robić :)

Może nie do końca nic… z najjaśniejszych punktów wspomnę ostatnie Warsztaty Gospel w Wadowicach oraz mój wykład na Slot Fest w Krakowie. Pośród zadumy i jesiennej deprechy wydarzają się punkty niesamowicie jasne i pełne pasji.

Dziś chciałem napisać, że oczywiście wciąż sporo się dzieje, ale jakby poza mną. Czuję się trochę obserwatorem, a trochę jak balon, z którego schodzi nagromadzone powietrze. To był mały czas ciszy jak widzę po wpisach. Wyluzowałem się i przestałem tak pilnować, by ciągle coś pisać :)

A na koniec cytat z książki Wojciecha Cejrowskiego „Rio Anaconda”. Uśmiałem się niesamowicie czytając ją, a do tego sprawy które opisuje pan Wojtek są jakoś dziwnie bliskie mojemu sercu. Dziś o nieszczęściu:

„Przepowiadanie pecha jest proste i pewne (szczególnie gdy masz pod ręką jakiegoś nerwusa). Proste i pewne, bo wszyscy mu pomagają.
Ludzie zrobią wiele, żeby pecha uniknąć, a to gwarantowany sposób, by im się przytrafiło coś złego. Po prostu sami sprowadzają go na siebie. Zaczynają być zdenerwowani, zaniepokojeni i rozkojarzeni. Koncentrują uwagę na uniknięciu nieszczęścia i wtedy nie zauważają różnych drobnych zwykłych zagrożeń. Skupiają się na omijaniu pecha, zamiast uważać, by nie wdepnąć w coś, co pechem nie jest. No i kłopot murowany – w dżungli powinieneś uważać na to, co się dzieje, a nie myśleć o tym, co ci się zdarzyć może.
Z kolei przepowiadanie szczęścia nie udaje się prawie nigdy, bo ludzie nie robią nic, żeby mu pomóc – siedzą i czekają, aż ich szczęście samo się ziści. W dodatku podchodzą do szczęścia sceptycznie: Eeee tam. Ja i milion na loterii? Na pewno nie. Za to pech… Pecha wszyscy traktują poważnie. W pecha się wierzy. Pech jest pewny jak w banku. Fortuna kołem się toczy i na pstrym koniu jeździ, a pech to pech – solidna firma.”
(Wojciech Cejrowski „Rio Anaconda”, str 244)

 

5 Responses to Jesień w rozkwicie

  1. Łukasz pisze:

    prędkość [również życia] uzależnia jak kokaina…. Ty zwalniasz, a mózg mówi ‘ja chcę jeszcze raz !’ ;)

  2. Ender pisze:

    zwalniasz? nie ma mowy. Piotrek, ja bym powiedzial, ze nabierasz predkosci, tylko niewystarczajaco szybko (w sensie – masz nieujemna druga pochodna, ale nie dosc wysoka). popatrz na ten rok. popatrz co sie wydarzylo. uwazasz ze za malo? moze i tak, ale jesli powiesz mi ze mniej niz w zeszlym roku – to po prostu sklamiesz ;-).

    „problem” tego co opisales wyzej jest prostym zjawiskiem: latwo nam sie przyzwyczaic do wygody. i nie chodzi tu ani o wygodny materac ani jezdzenie autem do pracy – wsiakamy we wszystko to co sprawia ze zycie wydaje sie byc fajniejsze, bardziej zrozumiale. ja mam podobnie jak ty – wydaje mi sie ze zwalniam i wreszcie ‘moge sie wyspac’, choc galopuje – sprawia mi to absolutna frajde.

    sprobuj kiedys rzeczywiscie przyhamowac. gwarantuje ci ze nie dasz rady: siegniesz po cos, co bedzie dawalo ci zludzenie zahamowania, ale bedziesz daleki od tego – pewnie beda to stymulacja intelektualna albo fizyczna. nie bedziesz umial usiedziec 3 godzin przed telewizorem ogladajac tanca z gwiazdami czy innych teleturniejow – trafi cie po 10 minutach, ubierzesz sie i wyjdziesz z domu….

    … zalozysz sie?

  3. Ender pisze:

    na marginesie: probowales kiedys rozpatrzec te skumulowane ‘zalegle’ uczucia jako jakas forme fajnego podsumowania?

    zakwasy ktore mam dwa dni po zejsciu z gor albo dobrej imprezie sa dla mnie ocena tego co sie wydarzylo – im bardziej czuje miesnie tym bardziej jestem z siebie zadowolony. mysle ze z uczuciami jest podobnie: rozpatrujac przypadki gdzie w jednym po takim roku jak Twoj fala emocji mnie przytlacza i drugi, gdzie splywa to po mnie jak letni deszcz po kaczce – zdecydowanie uwazam ze pierwszy jest lepszy, bardziej ludzki, a w koncu nie jestesmy maszynami (choc niektorzy usilnie probuja ;)); trzeba dbac o to wszystko co powoduje ze wpadasz w euforie albo robisz sie dekadencki czy nostalgiczny jest jak taki wypad w gory czy na rower, tylko w troche innym wymiarze ;-)

    • Piotrek pisze:

      Fajne porównanie i trafne :)
      Ja właśnie teraz mam czas na leżenie i czekanie aż zejdą zakwasy. Ciężko wchodzi się pod następną górę, gdy nieprzerwanie od wielu miesięcy czujesz w mięśniach zaległości… a że jak już zakwasy zejdą to potem chce się na następną wyprawę to inna sprawa :)

  4. Vika pisze:

    Chłopie, ale zima już, w rozkwicie i we mrozie jest :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>