Jest wiele technik organizowania czasu, ale do wielu z nich musiałem dojrzeć lub z czasem stwierdziłem, że wyglądają fajnie, ale nie sprawdzają się na dłuższą metę. Myślałem, że technika ‘pomidora’ to coś co opiszę na końcu przemyśleń o technikach organizacji, ale zdałem sobie sprawę, że jest prosta, bardzo skuteczna i … ostatnio bardzo mi pomaga :)
Nie wiem jak Wasze życie, ale moje bardzo się zmienia z czasem. Mnogość przerywników, które się pojawiły się ostatnimi laty powodują, że bardzo ciężko skupić się na czymś konkretnym na dłuższą chwilę. Brak koncentracji powoduje znowu odczucie chaosu i powoli całe życie rozpada się na kawałki, a psychika sygnalizuje, że nie jest dobrze… później ta spirala się nakręca, bo szukamy czegoś krótkiego, szybkiego i sycącego… i najczęściej jest to facebook i inne tego typu rozrywki. Ktoś pięknie to opisał, że komputer jest jak maszyna czasu, włączasz rano, patrzysz, a tu już wieczór!
O co więc chodzi w technice zwanej po angielsku ‘pomodoro’?
Jest tu parę czynników, które gwarantują dobre działanie i które pojawiają się w innych odcieniach w różnych technikach zarządzania czasem.
Po pierwsze funkcjonujemy w ‘pomidorach’, które wzięły się od nakręcanego minutnika w kształcie właśnie tego warzywa. Jeden ‘pomodoro’, czyli ‘pomidor’ to pewien dość krótki okres czasu – zwykle około pół godziny. Nakręcamy więc minutnik i skupiamy się na tym, co konkretnego chcemy zrobić.
Przed zaczęciem ‘pomidora’ potrzebna jest lista tego, co chcemy zrobić. Może też oczywiście to być jedna konkretna czynność. I tutaj klucz programu: w trakcie trwania ‘pomodoro’ skupiamy się w pełni na danym zadaniu. Nie odbieramy SMSów, nie zerkamy na maila, facebooka, nie patrzymy na zegarek, staramy się w pełni skoncentrować, przez ten czas jesteśmy tylko my i ono. Na początku trzeba się niesamowicie pilnować, bo umysł błądzi swoimi drogami i trzeba go konsekwentnie uczyć. Nie ma się co irytować, chwilkę zajmuje tresura tego dzikiego zwierza, który lubi rozpraszać się na tysiąc sposobów.
I wiecie co? Jak przeczytamy lub odpiszemy na SMS, mail i inne po trzydziestu minutach to nic złego się nie stanie! Naprawdę! Mnie dodatkowo zmobilizowało to do tego, żeby dzwonek w komórce dla najbliższych ludzi był inny niż dla reszty i reaguję tylko na parę osób natychmiast, a reszta musi chwilkę poczekać.
Gdy minutnik wydzwoni nasze 20, 25 lub 30 minut robimy sobie pięciominutową przerwę. Warto wstać, przejść się (choćby korytarzem tam i z powrotem), rozluźnić, puścić kawałek ulubionej muzyki i zamknąć oczy… i po przerwie można zacząć następnego pomidorka.
Oczywiście, żeby nie oszaleć, co parę takich cykli trzeba sobie zrobić dłuższą przerwę, warto ponaciągać, przejść na jakiś dłuższy spacer. W tej chwili stosuję to z powodzeniem szczególnie w pracy, gdzie póki co stosuję trzy do czterech ‘pomidorów’ na dzień pracy. Najważniejsze w tych okresach jest to, że staram się nie mieć interakcji z ludźmi i grzecznie dać do zrozumienia, że odezwę się później (chyba że to coś naprawdę, naprawdę pilnego!), a wszystkie sprawy które zaprzątają mi głowę po prostu spisuję na przygotowanej do tego kartce i zanurzam się dalej w działanie.
Co to daje? Normalnie jestem bardzo rozproszony przychodzącymi ludźmi z różnymi sprawami, kukam co chwilę na maile które przychodzą, zerkam na facebook, trudno jest w pełni zaangażować się w konkretne działanie. Teraz na pół godziny po prostu zatracam się działaniu. Zakładam na uszy słuchawki, nastawiam minutnik na 25 minut i staram się w pełni oddać temu, co chciałem zrobić. Ah jak potem smakuje ta przerwa!
Teraz w trakcie takich sesyjek w niecałe pół godziny udało mi się zrobić bardzo dużo drobnych spraw, odpowiedzieć na mnóstwo zaległych maili, zrobić rzeczy za które długo się zabierałem i jakoś nie mogłem zacząć. Robienie jednej rzeczy automatycznie uwalnia pomysły do następnych, spisuję je i kartka szybko rozrosła się do około trzydziestu zadań do zrobienia. Po takiej jednej sesji skupienia chce się odpoczywać, a potem przychodzi jakaś nadzwyczajna mobilizacja pokazująca ile można osiągnąć, gdy przez pół godziny wytrwamy w skupieniu.
Polecam spróbować!
Spisz pierwszych parę spraw, które musisz załatwić: telefony, maile do napisania, informacje do sprawdzenia, może chociaż posprzątanie biurka lub skrzynki e-mail? Później wybierz co zrobisz w ciągu następnego ‘pomidora’, nastaw budzik (na telefonie z Androidem ja używam programu Ultimate Stopwatch) na 25 minut i spróbuj przez ten czas maksymalnie zatopić się w działaniu nad jednym zadaniem. Nie myśl o innych zadaniach, nie patrz na pocztę, olej przychodzące SMSy, niech ręce i umysł palą się w skupieniu przez tę niezbyt długą chwilę. A gdy budzik zadzwoni dokończ to do sensownego miejsca (w ciągu minutki-dwóch) i wstań, zrób sobie parę minut przerwy.
Wciąż ciężko Cię przekonać?
Zrób jedną taką sesję dziennie. To tylko pół godziny!
Jak zadziała zrobisz dwie, później może cztery?
Naprawdę warto spróbować. Nic nie daje takiej satysfakcji jak zmienianie własnej rzeczywistości przez konkretne, skupione działanie, a nie ciągłe odrywanie się do bzdur.
Dzwoni budzik. Pora kończyć! :)
A w międzyczasie przyszły dwa SMSy, wytrzymałem!
4 Responses to Pomidor w służbie zarządzania czasem
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
-
Kategorie



Używam od pewnego czasu pomidora w domu. Wprowadzenie tego samego w pracy niestety już nie zdaje egzaminu – ilość osób zawracających gitarę jest zbyt duża. Nic nie daje wyłączenie powiadomień i IM. Dopadną cię osobiście.
Nie wspominasz też o innej ważnej zasadzie pomodoro, że kiedy ktoś, albo ty sam, ci przerwie i zdekoncentrujesz się, powinieneś unieważnić pomidora.
Na androida jest bardzo fajny programik Pomodroido, polecam.
Heh, ja w pracy daję do zrozumienia, że to jest ‘ten czas’ i wystarczy zrobić sobie dwa-trzy pomidorki na dzień, żeby załatwić mnóstwo drobnicy, a reszta wiadomo…
Nie jestem jeszcze tak ważny, żeby nie móc odpowiedzieć „Możemy pogadać o tym później; wpaść do Ciebie za pół godziny?” ;-)
Dzięki za dzielenie myślami :)
hihi, brzmi ciekawie. spróbuję.
skutecznym rozwiązaniem jest prośba ukochanej osoby o zablokowanie konta na fb wprowadzeniem nowego hasła, działa.
mnie bardzo rozpraszają wejścia tamże, więc musiałam, drastycznie:)
dodatkowo, świetnym rozwiązaniem jest odcięciem się od internetu, działa podwójnie. w mym przypadku, nawet wejście na 3 min. potrafi rozproszyć na 10min. zatem lepiej nie wchodzić w cale, a jedynie w nagrodę np, hihi.
ps: czy posiadasz może w wersji polskojęzycznej książkę „Getting things done”?
Eh. Ja tak mam z internetem, facebookiem, pocztą służbową, pocztą prywatną, SMSami i nieustającą pielgrzymką ludzi ;-)
Generalnie skupienie w pełni na wykonywaniu czynności bez rozpraszania uwagi (przy paru prostych warunkach) według badań z książki „Flow” generuje jedne z najbardziej pozytywnych przeżyć.
A tak „Getting things done” mam po polsku – zwie się to „Sztuka efektywności”. Gdyby co jest u mnie w szafie. Do spotkania? :)