Otóż i początek cyklu artykułów o człowieku i jego rozwoju – fajnie jest czytać o stawianiu celów i ich osiąganiu, o prowadzeniu projektów i organizowaniu życia, o granicach w relacjach i kształtowaniu tożsamości. Temat postanowień moim zdaniem jednak trzeba podjąć na samym początku, by energia którą chcemy włożyć w pozytywne zmiany nie pracowała przeciw nam.
Henry Cloud w swoim noworocznym filmiku mówi o postanowieniach w trzech dziedzinach: zdrowia i formy (clinical), relacji międzyludzkich (relationships) i osiąganiu celów (performance). Bardzo szanuję wszystkie bardzo praktyczne artykuły o nawykach, których powinniśmy nabrać aby być zdrowsi, mieć więcej energii, lepiej się zorganizować, czerpać większą satysfakcję z relacji z innymi ludźmi oraz mieć lepsze zdanie na temat samego siebie. Spora liczba artykułów zakłada jednak z góry, że ludzie mają wystarczającą motywację, narzędzia, samodyscyplinę, by nowe nawyki ot tak po prostu przyswoić, najlepiej kilka na raz. Prawda z którą jednak się często spotykam jest taka, że spora liczba ludzi rozwija potem w sobie poczucie, że nie dają rady się zmienić i uginają pod ciężarem dobrych i twórczych zmian, które chcieli wprowadzić w swoje życie, brnąc w chaos lub bierność. Co gorsza, dobre i działające techniki można winić za własne porażki, bo przecież ‘próbowałem tego i nie działało’. Warto sobie uzmysłowić, że zobaczenie celu nie powoduje automatycznie narysowania ścieżki, która nas tam zaprowadzi, że ta ścieżka dla każdego może być inna oraz że każdy, w tym ja i ty, jest zupełnie wyjątkowy i może do celu zmierzać drogą, która przyniesie mu satysfakcję.
Kiedy zabieramy się za zmianę w swoim życiu warto poznać mechanizmy, które tą zmianą rządzą, by nie poddawać się za szybko, nie marnować niepotrzebnie energii, by potknięć na drodze do zrealizowania zamiaru nie traktować jak mury nie do przeskoczenia. W zmianach dotyczących najważniejszych dziedzin życia, czyli relacji, osiągnięć i zdrowia potrzebujemy pewnego nośnika zmiany i tym nośnikiem są właśnie postanowienia.
W swojej książce ‘Przepływ’ (ang. ‘Flow’) pan Mihaly Csikszentmihalyi (urodzony w Chorwacji, amerykański psycholog węgierskiego pochodzenia!) zajmuje się pojęciem ‘optymalnego doświadczenia’, a więc takiego w którym nasza uwaga jest bardzo mocno skupiona, dając uczucie głębokiego spełnienia. Jego badania odkrywają, że stan największej realizacji staje się naszym udziałem, kiedy jesteśmy w coś głęboko zaangażowani, a nie będąc biernymi odbiorcami. Książkę ogromnie polecam każdemu, kto kończąc jakieś fascynujące zajęcie i będąc bardzo zmęczonym myśli sobie „mógłbym tak całe życie”, ale skupić się tu chciałem na tym, co badania wymieniają jako warunki osiągnięcia ‘optymalnego doświadczenia’, czy ‘przepływu’ – są to: świadome zaangażowanie i poczucie kontroli, jasny cel, mierzalność efektów w dążeniu co wyznaczonego celu oraz poziom trudności, który powinien odpowiadać mniej więcej naszym umiejętnościom. Brak zaangażowania lub poczucia kontroli, niejasny cel, brak możliwości mierzenia postępu zniszczą to poczucie tak samo jak nuda lub gniew, które towarzyszyć nam będą, gdy zadanie będzie zbyt łatwe lub zbyt trudne.
Wspominam tutaj o ‘doświadczeniu optymalnym’ dlatego, że dobre postanowienia noszą wszystkie jego cechy, a więc oprócz rozwoju naszego życia mogą być niesamowitym źródłem satysfakcji. Postanowienia pozwalają rozwinąć uczucie kontrolowania swojego życia, wprowadzania w nim porządku i harmonii, a także rozwijania tego, co czyni je pełniejszym. Żyjemy w czasach, w których cele są coraz bardziej rozmyte – w pracy coraz częściej musimy zrobić ‘tyle ile damy radę’, codziennie zalewają nas informacje o tym, co jest ‘dobre’, co się ‘powinno’ oraz jak wypadamy na tle innych, a dzień przepełniony jest tyloma zajęciami i obowiązkami, że w wielu wypadkach łatwo stracić poczucie kontroli swojego życia. Już prostsze były czasy w szkole, gdy na koniec ktoś wystawiał nam ocenę, a my do niej aspirowaliśmy. We mgle życia dorosłego dobrze mieć jakiś oręż do walki z poczuciem dryfowania.
Dwa artykuły, które chciałbym tu przytoczyć są najlepszym i najbardziej praktycznym, efektywnym i sprawdzonym źródłem informacji, na jakie zdarzyło mi się na ten temat trafić, a stało się to, gdy szukałem badań potwierdzających słynne mity o tym, że trwałe nawyki rodzą się w 4-6 tygodni powtarzania wzorca. Liczby te są wspominane przez różne publikacje psychologiczne oraz przykładowo przez Neila T. Andersona, ale źródło ich pochodzenia było mi długo nieznane (i niepotwierdzone!). Z rozwiązaniem przyszły: „How Long to Form a Habit?” z PsyBloga oraz „Forging Habits of Steel: 7 Tips on Making and Breaking Habits” z The Art of Manlines, który cytuje ten pierwszy.
Proste badania pokazały, że od momentu postanowienia do wytworzenia trwałego nawyku, o którym ludzie mogli powiedzieć, że „nie był trudny” oraz „udało się zrobić bez myślenia” musiało upłynąć średnio 66 dni, a to oznacza dwa miesiące codziennych powtórzeń. Nie wiem, jak ty, ale ja często poddawałem się po trzech dniach lub tygodniu, a czasem robiłem coś miesiąc i krótka przerwa powodowała, że już do tego nie wróciłem, wierząc że to już trwały nawyk. Okazuje się, że to nie jest kwestia trzech lub siedmiu dni, ani nawet miesiąca, ale dwóch!
Co więcej owe 66 dni to wartość średnia, a tak naprawdę rozrzut był między 18, a 254 dni, w zależności od poziomu trudności – formowanie prostych nawyków jak „wypicie codziennie szklanki wody” zajmuje stosunkowo niedużo czasu, blisko wspomnianej mitycznej granicy czterech tygodni, wytworzenie nawyku „robienia codziennie przed śniadaniem pięćdziesięciu przysiadów” zabrało jednak średnio ponad pół roku.
Ważny składnik do dodania w stwierdzeniu „przeciętny trwały nawyk formuje się w 66 dni codziennych powtórzeń” – ominięcie ‘codziennego powtórzenia’ w któryś z dni nie zmniejszał szansy wytworzenia się tego nawyku. To dla informacji, gdyby po trzech tygodniach starań, ktoś nagle miał się poddać, bo przeoczył jeden dzień! Nigdy się nie poddawaj!
Wspomniane informacje rzuciły nowe światło na wszystkie moje stare postanowienia, nieważne czy przerodziły się w trwałe nawyki, czy nie. Mogę wspomnieć ćwiczenia na kręgosłup przed zjedzeniem śniadania, codzienne dziesięciominutowe bieganie, zapisywanie rzeczy do zrobienia zamiast odrywać się natychmiast od aktualnie wykonywanej czynności, spisywanie snów, zachowywanie rachunków z zakupów i szacowanie wydatków, czy codziennie rano czytanie paru stron czegoś wartościowego, w tym np. Biblii. W połowie z wymienionych poległem, głównie dlatego że nie mając świadomości konieczności mobilizacji przez dwa miesiące lub więcej zbyt szybko się poddałem lub uwierzyłem, że mogę się rozluźnić i dana czynność będzie automatyczna. Dwa miesiące to mnóstwo czasu.
Nie ważne więc, jaki nawyk chcesz uformować, cel który sobie wyznaczysz powinien mieć horyzont dwóch lub trzech miesięcy, a czasem nawet więcej, jeśli jest skomplikowany i naprawdę daj sobie tyle czasu, bo tyle to trwa!
Drugi z artykułów, który wspomniałem wcześniej wymienia parę technik, które pomagają w formowaniu trwałych zmian, bo przecież świadomość konieczności poświęcenia wielu dni nie jest wszystkim, czego nam do tej wojenki potrzeba – odsyłam do oryginału, a na chwilę zamienię się w selektywnego słuchacza i tłumacza.
Po pierwsze nie wszystko na raz. Dobrze jest zacząć od małej rzeczy, doprowadzić ją do końca i na tym sukcesie zbudować coś większego, niż rzucić się na zbyt wiele i przegrać. Wiaderko cierpliwości i wytrwałości się przyda. Dobra wiadomość jest taka, że nawet obierając jeden cel na każde dwa miesiące, możemy w ciągu najbliższego roku uformować sześć nowych, trwałych zwyczajów. Sześć nowych, trwałych zwyczajów? – tak mogłyby wyglądać postanowienia noworoczne! (o ile nie zabierzemy się za sześć na raz, a za jeden co dwa miesiące!)
Po drugie, uderz z maksymalną siłą na początku. Rakieta, żeby wylecieć na orbitę potrzebuje na początek ogromnej ilości paliwa, żeby w ogóle oderwać się od ziemi. Kiedy pchamy popsute auto, najtrudniej je ruszyć z miejsca, a gdy już się toczy jest dużo łatwiej. Jeśli chcesz coś zmienić, przyda się radykalność bez negocjacji – wyrzuć wszystkie papierosy, colę zero, kup roczny karnet do kina lub siłowni. Wstrząśnięty wewnętrzny świat jest bardziej otwarty na zmiany.
Po trzecie, prosta walka ze złymi nawykami jest zwykle skazana na niepowodzenie, jako przykład mogę podać listę znajomych, którym nie udało się rzucić palenia. Nie da się skupiać, żeby czegoś NIE ROBIĆ, nasz mózg tak nie działa! Natura nie znosi próżni. Jeśli chcemy coś wyrzucić ze swojego życia, powstałą dziurę trzeba czymś zapełnić. Myślę, że spokojnie możemy zrezygnować od razu z postanowień, które zaczynają się od ‘nie’. Dużo lepsze będą ‘za każdym razem gdy będę chciał zrobić x, zamiast tego zrobię y’. Wymyślenie czym można zastąpić stare zwyczaje jest dużo bardziej kreatywne niż koncentrowanie uwagi na tym, czego się nie chce robić.
Ta zasada stosuje się również w wielu innych dziedzinach – jeśli chcemy wytworzyć zmianę, powinniśmy unikać ‘nie’, a sformułować zdanie pozytywnie – ‘będę szczery odnośnie tego, jak się czuję’ zamiast ‘nie będę chować emocji’.
Dwie kolejne techniki pomagają w wytrwaniu w postanowieniach: wspólnota oraz stawianie ‘x’.
Relacje są bardzo ważną częścią naszego życia, więc naszymi próbami zmian możemy się podzielić z kimś bliskim i dać mu prawo do pytania o to jak nam idzie. Oprócz tego, że może to zwiększyć poziom zaufania i bliskości między nami to jeszcze zupełnie inną świadomością w postanowieniu jest to, że będziemy musieli się przyznać do jego złamania. Oczywiście chodzi o życzliwość i mobilizację, a nie pluton egzekucyjny!
Stawianie ‘x’ jest za to techniką opierającą się na tym, że szkoda nam psuć, co się dobrze zapowiada. Wieszamy więc na ścianie kalendarz i w każdym dniu, w którym się udało stawiamy wielki, czerwony ‘X’. Tak więc wstaję rano i moje postanowienie zacząłem z siłą startującej rakiety i przez pierwsze dziesięć dni szło jak po maśle, ale dziś jest dzień numer jedenaście i strasznie mi się nie chce. Spoglądam więc na kalendarz i widzę dziesięć czerwonych ‘X’ w równym rzędzie. Jak mógłbym przerwać coś, co tak dobrze się zapowiada? Nie marudzę, tylko zabieram się do roboty. Na tej zasadzie byli palacze lubią mówić: ‘nie palę już od 23 dni’ – to pokazuje, jak często muszą to liczyć, żeby się nie dać złamać!
I rzecz ostatnia, która wywołała u mnie szeroki uśmiech. Ponieważ sam jestem typem planera, często zatracam się w planowaniu tak bardzo, że aż zapominam, że chodzi o działanie. Siedzę więc nad kartkami, przemyśleniami, planami i postanowieniami, aż wielkimi literami widzę przed oczami „PO PROSTU TO ZRÓB!”. Plany są fajne, przemyślenia są fajne, analizy też, ale dobrze jest po prostu podejść do krawędzi zbocza i popchnąć kamyk, od niego może zacząć się lawina.
Postanowienia… niby banalna sprawa, ale sprawiają sporo kłopotu. Warto pamiętać, że mogą one przywrócić poczucie kontroli nad własnym życiem, „ubogadzić” je i przede wszystkim mimo podjętego wysiłku być źródłem głębokiej satysfakcji i ‘doświadczeń optymalnych’. Wystarczy postawić konkretny cel, do którego można zmierzać w mierzalny sposób (unikam ‘będę biegał’, prędzej ‘będę biegał co drugi dzień co najmniej 15 minut’), niech wyzwanie odpowiada mniej więcej naszym umiejętnościom (robienie trzech pompek codziennie rano może być mało porywające dla zdrowej osoby) i przede wszystkim dajmy sobie co najmniej dwa miesiące codziennego powtarzania na potknięcia i porażki, nie poddając się zbyt wcześnie.
Kiedy stajemy się płynni w stawianiu sobie celów i zmierzaniu do nich oraz wytwarzania trwałych nawyków można się z dużo większą efektywnością i radością zabrać za zmiany ‘dużych’ przyzwyczajeń odnośnie organizacji czasu i rzeczy, czy własnych relacji.
2 Responses to Pierwszy krok: Postanowienia
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
-
Kategorie



[...] wybierać drogę, która te punkty połączy. O samej drodze skrobnąłem ostatnio - jakie praktyczne techniki i informacje znalazłem odnośnie czynienia postanowień. Dziś przyjrzymy się punktom, które nasza droga łączy – same postanowienia to dużo za [...]
Dzieki za ciekawe informacje