Gdy się to zapisze, sprawa nabiera powagi: „jest bardzo, bardzo dużo rzeczy których nie masz i bardzo niedużo rzeczy, które masz”. Na których częściej koncentrujesz się w ciągu dnia i w całym życiu?
Myślę o fenomenie porównywania się z innymi, aktualnych szkoleń w dowolnym temacie, powszechnego dostępu do informacji. Trzeba naprawdę mieć „tożsamościowe jaja”, żeby sobie nic z tego nie robić.
Każda rzecz ma swoje pułapki, a więc obecnie możemy nauczyć się prawie wszystkiego, jeśli nie na studiach, to na kursach, choćby korespondencyjnych, a już na pewno z ogromu wiarygodnych i niepodważalnych źródeł wprost z Internetu. Jak ogromnie trudne jest jednak rozwijanie się w tym, co jest naszym naturalnym talentem, co wynika bardzo głęboko ze mnie, a jak łatwo douczać się czegoś, bo „wypada”, bo „się powinno”, bo „inni umieją”, bo „rynek wymaga”. Każdy jest wyjątkowy i nigdy nie będziemy nieprzeciętni w każdej dziedzinie, a nawet gdybyśmy chcieli to przecież szkoda na to czasu.
No właśnie – jest stosunkowo niewiele rzeczy, które mamy i nie myślę tu tylko o rzeczach materialnych, ale również o twoich naturalnych talentach, tym w czym już po paru lekcjach brylujesz nadzwyczajnością, tym co powoduje twoje poczucie spełnienia, tym co możesz robić długie godziny bez wypalenia. Z niewyjaśnionych przyczyn jednak nasze oczyska bardzo często odwracają się w stronę tego, czego akurat nie mamy… „szkoda, że nie jestem tak radosny jak Krzysiek”, „szkoda, że nie znam tylu kawałów co Tomek”, „szkoda że nie umiem się tak ruszać jak Ania”, „szkoda że…”… a czy szkoda, że Adam Małysz nie poszedł na dodatkowy kurs gotowania lub naprawiania samochodów? – on wciąż doskonali się w tym, w czym i tak już jest dobry i robi to z uśmiechem na ustach. Patrzę na niego z podziwem, oddał się temu co w nim mocne i staje się w tym coraz lepszy, mimo upływających lat. Pewnie nie umie robić tysiąca rzeczy, ale kogo to obchodzi gdy się ogląda jak ten skromny facet lata z uśmiechem na twarzy i inspiruje następne pokolenie w dniu w którym inni leczą kaca i ledwie widzą przez sklejone oczy?
A Ty co masz?
Jest w tobie coś zupełnie wyjątkowego o czym wiesz tylko ty.
Ja muszę sobie ciągle postanawiać, że będę się koncentrował na tym co mam, a nie na tym czego nie mam. To naprawdę bywa trudne?!
Dwie ryby… pamiętacie tą historię z Jezusem i chlebkiem i rybami, które rozmnażał? Przychodzimy na imprezę na plażę (pustynia brzmi źle) i świetnie się bawimy słuchając niesamowitych rzeczy z otwartymi dziobami, a tu się okazuje że na tysiąc osób mamy paczkę paluszków do podziału. Niedobrze…
I co zrobi Mistrz?
Przypomnę, że nie powiedział „o wy apostołowie kretyni! – jak was uczę?”, nie wsiadł również w swoją super furę i nie pojechał na zakupy do biedronki, nie powiedział ludziom „fajnie mi się gadało, ale koniec imprezy”, wiedział że zaspokoił ich Ducha, a teraz pora na ciało. Sam Jezus wiedział, że ludziom potrzeba jedzenia po takim słuchaniu, a jak popatrzono by na mnie, gdybym po płomiennym jak zwykle kazaniu w kościele wyjął bułkę i zaczął błogo przeżuwać?
Mistrz mógłby oczywiście cudownie zrzucić kosz z żarciem z nieba (lubimy fajerwerkowe działania, a co?!). A On zadaje pytanie, które wryło mi się w czaszkę, coś wręcz banalnego w stylu „co macie?”. Co macie… no masz ci los… Chłopaki przestraszeni pokazują dwie rybki i chlebki i pewnie patrzą na niego zawstydzeni… „no to się jakoś tego, no… zapomniało no…”, a On, jak to On, robi z czegoś zwykłego coś niezwykłego i karmi tych wszystkich ludzi.
Tak samo jak z kogoś zwykłego, jak ja, chce zrobić kogoś niezwykłego, tak samo nie zależy mu na czarowaniu, ani wzniosłych słowach. Apostołowie skupili się na tym, czego nie mają, a On skupił się na tym, co mają. Nawet Bogu nie zależy na tym, czego nie posiadamy. Ale… jest drugie dno – zaufali mu. Oddali mu wszystko co mają. Może, gdybyśmy byli w stanie oddać całego siebie, wszystko co mamy też tutaj, dzisiaj, działy by się takie rzeczy? Bez zaufania dałbym jedną rybkę, bo jak cosik cud nie zadziała to się przynajmniej sam najem tą jedną, a drugiej, no cóż szkoda.
Czy jestem gotów oddać moje dwie rybki? Wszystko, co mam? Zaufać?
Nawet jeśli nie to te dwie rybki są dla mnie symbolem tego, żeby z patrzenia na to, czego nie mam i co się nie da, spojrzał jednak jak Mistrz na to mam i co się da.
4 Responses to Dwie ryby na miejscu, proszę
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
-
Kategorie



No cóż, nie wiem od czego zacząć, bo nie jestem bywalczynią blogów i rzadko wypowiadam się na forum. Ale jest coś w tym co piszesz co jest mi bardzo bliskie. Jednocześnie super się ubawiłam. Uwielbiam takie poczucie humoru! Więc pomyślałam – co tam – piszę, przecież nikt mnie nie ugryzie…
Jak trafiłam na Twoją stronę? Ostatnio kupiłam książkę „Wykorzystaj swoje silne strony”. Nie miałam w ręku wcześniejszej książki, która pozwala na wypełnienie testu osobowości, więc szukając w google – a nuż ktoś też szukał jak wypełnić test i tak dotarłam do tego co pisałeś o silnych stronach.
Nie było by w tym nic szczególnego gdyby nie to że jakoś dziwnie większość Twoich cech to też moje cechy. Dlatego może z ciekawością zaczęłam czytać inne wpisy. Piszesz ciekawie i zabawnie. Fajne przykłady z ewangelii, życie, bez umoralniania, pretensjonalności.Po prostu szczerość, życie, bez ślizgania się po powierzchni.
Nie wiem jak działa Twój blog. Czy będę dostawać newsy o nowych wpisach. Ale fajnie byłoby przeczytać.
Tak sobie jeszcze myślę, co mógłbyś mieć z tego mojego wpisu. Bo pewnie nie jest rzeczą najbardziej dla Ciebie pożądaną czytać tylko to że ktoś ma podobne odczucia i osobowość.
Otóż chciałabym napisać Ci kilka słów o tym jak ja zmieniłam pracę na taką którą uwielbiam, w której mogę wykorzystywać wiele swoich silnych stron.
Kiedyś zetknęłam się z kursem „Spadochron” Fundacji Inicjatyw Społeczno – Ekonomicznych. To program dla osób szukających pracy i tych którzy chcą pracę zmienić. Dzięki temu kursowi dotarło do mnie co jest moją mocną stroną, w co chcę się angażować. Myślę, że nie będzie to na wyrost jeśli powiem, że ten kurs w dużym stopniu zmienił moje życie.
Teraz poprzez metodologię tego kursu chcę pomagać innym odkrywać swoje miejsce/pracę. To duża frajda pomóc innym, gdy wiem jak ważną zmianę spowodowało to w moim życiu. Zeszyt na podstawie którego odkrywa się swoje mocne strony dostępny jest tylko dla kursantów – ja go mam i gdybyś chciał mogę zrobić Ci ksero…
A pisząc ten komentarz słucham muzyki. Nie wiem czy lubisz taką jak ja, ale ja od jakiegoś czasu nie mogę się oderwać od tego http://chomikuj.pl/NoCaster/MUZYKA/P*c5*81YTY/Jorgos+Skolias+-+Tales
Dobrej niedzieli i nadchodzącego tygodnia
Pozdrawiam
Dorota
Hej Dorota,
To bardzo miłe słowa, więc dziękuję bardzo :)
Jak chodzi o newsy o nowych wpisach to ta stronka używa RSS, więc możesz użyć jakiegoś czytnika RSS (gdyby co google Ci pomogą) lub po prostu tu zaglądać co tydzień. Ikonka RSS jest w górnym prawym rogu albo w stopce na dole jest link.
Jorgos Skolias jest mi znany, nawet byłem na koncercie jego małym na żywo, jeszcze w Gliwicach :)
A materiały? Hmm.. no chętnie zobaczę wszystko co pomaga w rozwoju :) – jesteś z Krakowa? Bo jeśli nie to czy możesz mi je wysłać pocztą albo zeskanować?
Pozdrowienia i również dobrego tygodnia
Niesamowite… tak niewiele osób znam, które słyszały Skoliasa… Ja zakochałam się od koncertu.
NIe, nie jestem z Krakowa. Mieszkam w Warce – małym miasteczku słynącym z jabłek i piwa :-), choć akurat uwielbiam inny napój z naszych rodzimych owoców – cydr. Niestety cydru Ci nie wyślę (chociaż produkcja domowa kwitnie ;-)) bo ma zbyt dużo dwutlenku węgla i do Ciebie dotarła by pewnie już tylko pusta butelka…
Spadochron wyślę w tym tygodniu.
Pozdrawiam
Hej hej :)
Dzięki wielkie za Spadochron – przyszło już! – jeszcze nie przeglądnąłem uważnie, a dziś wyjeżdżam, ale wygląda na dość interesujące.
Tylko Cidra szkoda… :)
Pozdrowienia!