Fajnie jest czynić trwałe zmiany w swoim życiu, szczególnie jeśli prowadzą do czegoś dobrego! Życie to ciągła podróż, a my potrzebujemy wiele razy na naszej mapie życiowej określać gdzie jesteśmy i gdzie chcemy dojść, a później wybierać drogę, która te punkty połączy. O samej drodze skrobnąłem ostatnio - jakie praktyczne techniki i informacje znalazłem odnośnie czynienia postanowień. Dziś przyjrzymy się punktom, które nasza droga łączy – same postanowienia to dużo za mało.

Zabierając się za lepsze zorganizowanie swojego czasu, czy energii oczywiście fajnie jest przeczytać artykuły o tym, co warto i trzeba zrobić. Czasem nawet uda się od razu zastosować i wszystko jest cudownie. A jednak… zdecydowana większość ludzi będzie miała z tym bardzo poważny problem. Same techniki to zdecydowanie za mało – potrzeba wykrzesać w sobie energię do ruchu, wskrzesić poczucie wartości, żeby cel był śmiały, a później poszukać głęboko w sobie mobilizacji – to daleko więcej niż sama technika, bo każdy zabierze się za to inaczej.

Potrzebujemy więc dziś życiowy GPS, który powie nam gdzie się znajdujemy, a do tego pozwoli rzucić okiem na miejsce do którego się wybieramy (oszczędzanie pieniędzy, lepsza organizacja czasu, ćwiczenia fizyczne, pamiętanie o urodzinach znajomych, …). Dwa pytania „dlaczego?” i „po co?” będą się przewijały tu wielokrotnie i dręczyć nas, ale tylko po to, by móc klarownie powiedzieć „oto, gdzie zmierzam, a oto dlaczego nie mogę zostać tu gdzie jestem.”

We wszystkich postanowieniach nie chodzi więc o to, żeby przysięgać zmianę, a potem tej przysięgi dotrzymać. Chodzi właśnie o to, by bardzo jasno postawić sobie cel, który nas będzie zapalał, a do tego przyjrzeć się temu, co mamy dzisiaj i skutecznie sobie to obrzydzić. Właśnie tak! – będziemy sobie obrzydzać to, gdzie jesteśmy dzisiaj, ale nie po to, by się zdołować, ale by wygenerować w sobie ruch, który zacznie się od zdania podobnego do „oto gdzie dziś jestem, naprawdę nie chcę tu zostać”.

Tu wkraczają „dlaczego?” i „po co?”. Gdy się te pytania zada sobie wielokrotnie odnośnie różnych „postanowień” okaże się, że czasami trudno nawet powiedzieć gdzie prowadzi nasza droga. Bez tego polegniemy bardzo szybko. Bardzo łatwo jest czynić postanowienia o fizycznym ćwiczeniu po wspaniałym filmie albo przyglądając się elastycznym tancerzom, a dużo trudniej dotrzymać to, gdy jest zimno, my zmęczeni, a za nami niezbyt miła rozmowa.

Zaczynamy od celu. On musi nas zapalić tak mocno, żeby wystarczyło na zupełnie zwykłe dni, gdy niewiele będzie nam się chciało. Im lepiej go postawimy, tym mniej męki czeka nas po drodze. Łatwo znaleźć różne drogi do celu, gdy wiadomo gdzie zmierzamy. No więc dobrze: będę robił rano pięćdziesiąt pompek przed śniadaniem. Super postanowienie! – „po co?” – po to, żeby wzmocnić parę mięśni i nie wstawać tak ospały jak jestem. A po co chcesz wzmacniać mięśnie? – no… żeby tłuszczyku trochę zrzucić.. hmm… – „a po co zrzucać tłuszczyk?” – żeby zadbać o zdrowie (no w końcu zaczną się problemy z wiekiem) i żeby móc się bez wstydu w kąpielówkach w czerwcu zameldować na plaży… Otóż to! – powoli zmierzamy do celu, choć można by tak jeszcze parę razy. Wyszliśmy od pompek, a skończyliśmy na rysunku w slipkach na plaży i zdrowia za dwadzieścia lat. To generuje znacznie więcej możliwości niż same pompki, bo zmusza do pomyślenia o sposobie odżywiania, ale też znacznie rozszerzy możliwości ćwiczeń na np. bieganie, basen i inne. Każdego zmotywuje co innego. Może gdy wyobrażę sobie siebie na plaży z brzuchem zwisającym za slipki to nawet w straszny i zmęczony dzień rzucę się w wir ćwiczeń. A innych może to w ogóle nie ruszyć – chodzi właśnie o to, by ciągle szukać prawdziwego celu, który jednocześnie zapali nas, by udać się w jego stronę.

Warto sobie taki „po co” obraz wymalować, opisać słowami najlepiej jak się da, by później w ów okropny dzień, w który nic się nie chce, wyjąć tę kartkę i przeczytać to, co w przypływie zapału spisaliśmy sobie parę dni lub tygodni wcześniej i odzyskać wiarę w to, że wciąż warto walczyć.

Cel… im lepiej go sobie narysujemy, opiszemy i im bardziej nas będzie zakręcał, tym trudniej będzie okolicznościom wybić nas z drogi do niego. Będzie ją można zmieniać, pompki na basen, basen na bieganie, a bieganie znów na pompki, a później na taniec – o ile cel jest jasny, zwykle prowadzi do niego więcej dróg. Same pompki wkrótce się znudzą.
Pamięć też jest zawodna, a dni różne i dlatego warto takie wyraźne, zapalające obrazy sobie zapisać i trzymać pod ręką na dni dużo gorsze. Zapał wycieka z nas z czasem, jak woda przez dziurawe wiadro i wciąż trzeba go dolewać, to zupełnie normalne.

Mam płomiennie wyznaczony punkt do którego zmierzam, zapisany na kartce, którą chowam na gorsze dni i do której wrócę co jakiś czas. To jednak wciąż mało. Dalej będą dni w które nawet płomienna wizja celu nie ruszy mnie z miejsca. Potrzebujemy drugiej połówki: obrzydzić sobie to miejsce, w którym jesteśmy. Bolesne, ale prawdziwe i skuteczne…

„Dlaczego?” – dlaczego mam robić te durne pompki. Ehm.. przepraszam – dlaczego mam starać się o dobry wygląd w slipkach? Dlaczego to gdzie jestem jest niedobre? Teraz coraz ciężej zapiąć mi się w stare spodnie… chyba  będę musiał kupić garnitur… dlaczego? – no fakt obżeram się czasem chipsami, jem troszkę dużo… w ogóle ta dieta moja nie ma owoców… a jak moja cudowna żona chce mnie czasem objąć to mi wstyd, bo powoli ma za krótkie ręce… w zeszłym roku miałem problem z jelitem… – rozkręca się – to też trzeba spisać, zachować, to może być okrutne i dołujące i naprawdę przyda się słowo otuchy i miłości i poczucie własnej wartości, żeby móc się szczerze do tego przyznać. Wielokrotnie zadane „dlaczego?” odnośnie dzisiejszej sytuacji powinno wygenerować dość podpowiedzi odnośnie aktualnego stanu.

Jedna przestroga – nigdy nie wolno zabierać się za stan dzisiejszy i jego smutny obraz przed narysowaniem celu do którego warto się ruszyć. Nie chodzi o to, żeby się zdołować jak to jest beznadziejnie. Chodzi o wygenerowanie pierwszego kroku, a później kolejnego – „zaraz, zaraz… tu gdzie jestem nie mogę zostać, to straszne miejsce, ale … jeśli się zepnę, jeśli pokonam strach i lenistwo, to TAM czeka na mnie dużo lepsze życie. Warto się ruszyć. Nie chcę być TU, chcę zrobić chociaż jeden krok TAM!”

Wyruszamy w życiową podróż, będziemy wprowadzać różne zmiany, pewnie wkrótce fajnie  będzie poczytać i napisać coś o konkretnych technikach, personal kanbanach, trzymaniu pustej skrzynki e-mailowej i innych dziwnych technikach eliminacji entropii z naszego życia i umysłu ogarniętego milionem myśli. Będziemy chcieli zrobić tam porządek.

No właśnie – będą techniki, mamy powoli narzędzia do drogi oraz GPS, który pozwala nam ustalić gdzie jesteśmy i gdzie chcemy dojść – ale „po co?” i „dlaczego?” chciałbyś wyruszyć w taką podróż?

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>