Jakiś czas temu zdarzyło mi się coś niezwykłego. Przeczytałem kawałek książki, który bardzo mnie poruszył praktycznością, prostotą i klarownością przekazu, który stał się dla mnie małą rewolucją. Już sam ten jeden fragment książki był dla mnie niezwykły i przełomowy, ale po nim wypełniłem komputerowy test i drugim szokiem było dla mnie obejrzenie jego wyników. Opowiem przez najbliższą chwilkę co to za książka, co z niej wynika oraz co wynikło z moich wyników testu.
Książki w polskim wydaniu niestety nie da się już kupić, ponieważ nakład został wyczerpany i wydawnictwo nie zamierza go wznawiać, ale tytuł brzmi „Teraz odkryj swoje silne strony”, autorzy to Marcus Buckingham i Donald Clifton. W tej chwili angielski odpowiednik można kupić w Empiku za 45zł „Now, Discover Your Strengths”. Książka jako wytwór papieru jest o tyle ważna, że oprócz jej treści każdy egzemplarz posiada kod dostępu do testu, który jest sercem całej książki. Co ważne, książka kupiona po angielsku pozwala wypełnić test w języku polskim.
Zawsze wierzyłem, że każdy jest wyjątkowy i jego talenty, wychowanie, zranienia i sukcesy powodują, że każdy, w tym i TY, to niesamowita i unikalna historia. Pomyślmy chwilę o jednym: ludzie z zewnątrz mogą obserwować, czy coś nam wychodzi, czy nie, ale nikt poza nami samymi nie wie, jak się czujemy, gdy to robimy! Są czynności, które powodują, że moglibyśmy je robić godzinami, a inne jakby wysysały z nas życie. Inni mogą to oceniać jako „maniactwo” albo ”lenistwo”, ale poza nami samymi nikt tego do końca nigdy nie poczuje. A gdyby tak próbować budować na tym, co bardziej wyzwala w nas „maniactwo” niż „lenistwo”?
Jak się rozwijamy? Czy kiedy myślę o rozwoju przychodzi mi do głowy rozwijanie tego, co już jest we mnie silne, czy też naprawianie swoich słabości? Badania wskazują na to, że ludzie, którzy osiągają największą nieprzeciętność to ludzie, którzy zdecydowali się nie ignorować swoich słabości, ale budować na tym, co jest w nich mocne. O tym jest cała ta książka i test, o którym pisałem.
Pamiętam jeden prosty przykład, gdy kiedyś uczyłem dzieci matematyki. W moje ramiona trafił chłopiec, który z wielką niechęcią traktował tabliczkę mnożenia i jego ocena z tego jednego przedmiotu była niższa niż pozostałe. Jaki jest standardowy odruch, kiedy ktoś ma parę czwórek i piątek oraz jedną tróję lub dwóję? Rzucić wszystkie siły w to co słabe, co niedomaga, co trzeba poprawić! – musisz więcej pracować nad tym, co ci nie wychodzi! – tymczasem sztuką jest odwrócić to myślenie – jeśli nie dowiemy się co zapala, co intryguje, co motywuje, nie będzie żadnych narzędzi do walki z tym co słabe. „Przyjrzyj się szóstkom, żeby mieć czym walczyć z dwójami”. Ja w moim chłopcu znalazłem pasję do muzyki i rytmu. Siedliśmy więc z małym bębenkiem, który miał stać się nagrodą po udanej klasówce, a tabliczki mnożenia uczyliśmy się wystukując rytm: zróbmy trzy serie po trzy – raz, dwa, trzy; raz, dwa, trzy; raz, dwa, trzy; Ile to razem uderzeń? „Dziewięć!” – wykrzykuje chłopiec stukając w bębenek. Brawo! – właśnie pomnożyłeś trzy razy trzy. W dwa takie spotkania nadrobiliśmy całe „zaległości”, zyskując przy tym być może przyszły bębniarski talent :)
Jeśli o mnie chodzi sam miałem pewien mętlik jeśli chodzi o to, co jest we mnie silne. Bywało różnie w różnych okolicznościach i trudno mi było jasno określić co to tak naprawdę jest. Myślę również, że zbyt często patrzyłem na to, czy coś mi wychodzi, nie patrząc na to, czy coś sprawia mi frajdę, mogę to robić wiele godzin bez zmęczenia lub nadprzeciętnie szybko się tego uczę. Wtedy trafiłem na książkę i test.
Wynikiem testu „Strengthsfinder” jest pięć cech, które wydają się potencjalnymi „mocnymi stronami”. Pytania, które są zadawane w teście, który uruchamia się w przeglądarce zwykle nie są przeciwstawne, tak jak przyzwyczaiły nas inne testy. Może więc pojawić się pytanie „lubię wsłuchiwać się w innych ludzi” oraz „lubię dobrze organizować swój czas”, a naszym zadaniem będzie wybrać które z nich jest bardziej prawdziwe i z jaką siłą. Zawsze oczywiście można udzielić odpowiedzi neutralnej, która powie że albo żadne ze stwierdzeń nie jest prawdziwe, albo że zbyt trudno zdecydować. Wypełnienie całego testu na pewno zajmuje poniżej godziny.
Odpowiedź na każde pytanie testu jest ograniczona do 20 sekund, po to by udzielić odpowiedzi nie zastanawiając się nad nią za długo. Chodzi właśnie o to, by wyłapać nasze naturalne skłonności, najbardziej odruchowe odpowiedzi i zachowania, które zwykle są przykryte płaszczykiem tego, co „wypada”, co „się powinno” i co „potrzeba”. Właśnie pod tą powierzchowną skorupą tkwi to, co w nas najmocniejsze.
„Strengthsfinder” wydzielił 34 mocne strony, z których po wypełnieniu testu prezentuje nam 5 najbardziej prawdopodobnych. Zdarza się, że wszystkie są trafione (jak u mnie), zwykle u większości znajomych 4 się zgadzały.
Mój wynik to: Developer (Rozwijanie innych), Responsibility (Odpowiedzialność), Connectedness (Współzależność), Achiever (Osiąganie) oraz Individualization (Indywidualizacja). Mógłbym tu wkleić definicję każdego z nich, ale lepiej – sam o nich opowiem :)
Nie zapomnę nigdy tego uczucia, kiedy zobaczyłem wyniki i czytałem opisy tych cech. Poczułem się, jakby głupi komputerowy test potrafił powiedzieć, jak ja się czuję! Tam w środku, w głębi mojego serca! Jak gdybym został przeczytany od środka, a nie po zewnętrznych zachowaniach. I co druzgocące – dawno nikt nie zrobił tego tak precyzyjnie i prawdziwie.
Do czynu – moich pięć dominujących cech po kolei, a później historia o pozostałych dwudziestu dziewięciu…
„Rozwijanie Innych” to radość z tego, że inni ludzie się rozwijają, zdolność wychwycenia najmniejszych nawet oznak postępu. Nigdy wcześniej tak na to nie patrzyłem (to nie wszyscy tak mają?!), ale ja faktycznie od czasów podstawówki zawsze kogoś uczyłem, lubiłem tłumaczyć, pomagałem w nauce, a na koniec trafiłem do domów dziecka pomagać dzieciakom w odrabianiu lekcji i nadrabianiu zaległości (oraz szukaniu talentów bębniarskich!). Zgadnij zatem, co lubię robić w pracy?! – ogromną frajdę sprawia mi prowadzenie szkoleń i spotkań, zespołów, wypatrywanie postępów u ludzi, motywowanie ich i oglądanie, jak się rozwijają. Najczęściej ludzie z tą cechą zostają pewnie menedżerami, nauczycielami, prowadzą szkolenia i nigdy się w tym nie wypalają.
„Odpowiedzialność” to wręcz obsesyjne dążenie do dotrzymania danego słowa. Praktycznie się nie spóźniam. Jak powiem że zrobię, jest zrobione. Nie trzeba mnie pilnować, jeśli chodzi o pracę, bo sam przyjdę i powiem, gdzie jestem. Nie ma wymówek, nie ma usprawiedliwień, po prostu albo się przyznam do błędu albo zrobię, innej opcji nie ma. Wiesz, że całe życie myślałem, że to jest naturalne dla wszystkich?! Ciężko mi było przełknąć, że ktoś coś powiedział, a nie zrobił, lub że ciągle się spóźnia. Zawsze myślałem, że to jest objaw złej woli, jakieś kategoryczne przeoczenie. Tymczasem odkryła się moja wyjątkowa mocna strona – nie myślę o niej, nie ”wprogramowałem” tego, ani się nie uczyłem – tak postępuję odruchowo i naturalnie dla siebie.
„Współzależność” to podskórne poczucie, że wszystkie wydarzenia i historie na świecie się przeplatają. Taka świadomość efektu motyla wmontowana w moje życie. Szukam pomostów między ludźmi, między kulturami, między religiami. Zwykle widzę dużo szerzej efekty przyczynowo-skutkowe tego, co ludzie robią i mówią. Zwykle osoby z tą cechą są tolerancyjne i próbują budować mosty między różnymi ludźmi i kulturami. Nierzadko są osobami głęboko wierzącymi i przekonanymi o istnieniu Boga (niezależnie od wyznawanej religii).
„Osiąganie” to wmontowany napęd do robienia czegokolwiek. Zapasowy akumulator. Każdy mój dzień zaczyna się od zera. Kiedy coś zrobię w trakcie dnia, co jest wymierne, mierzalne, mój licznik rośnie. Niestety w następny poranek znów zeruje mój licznik i tak wygląda każdy mój dzień. Nie ważne, czy jest sobota, niedziela, czy dzień pracujący, urlop, czy środek intensywnej pracy, kiedy kładąc się wieczorem spać mam wrażenie, że nic nie zrobiłem dopada mnie smutek. I to mój „licznik” mobilizuje mnie do tego, by zrobić więcej, by się lepiej zorganizować, by szybciej dochodzić do celu. Teraz widzę, że stosunkowo łatwo rozpoznać takich ludzi – wystarczy rozejrzeć się po korytarzu w pracy lub po znajomych, by zobaczyć, że niektórzy ludzie bez specjalnej mobilizacji z zewnątrz zawsze pracują na 120% normy i ciągle wynajdują coś nowego, jakby w środku siebie mieli dodatkowe źródło zasilania.
„Indywidualizacja” to postrzeganie każdego człowieka jako wyjątkową i niepowtarzalną historię… pisałem już o tym prawda? – zwykle będą irytować mnie sformułowania typu „wszyscy faceci” albo „Polacy”, chyba że stwierdzenie to odsłania jakąś nową rzeczywistość (która jest praktyczna!). Każdy jest wyjątkowy i najlepiej będzie działał w optymalnych dla siebie warunkach. Siła więc tkwi w każdym człowieku, a nie specyficznych „metodach”, czy ”procesach”. Najlepiej wszystko pracuje, kiedy każdy jest w tym miejscu, w którym powinien i robi to, co wychodzi mu najlepiej.
Oto moje pięć dominujących cech… Jeśli znasz mnie osobiście to pewnie szeroko się uśmiechasz :)
Nie mogę usiedzieć na miejscu, lubię szukać mostów między ludźmi i raczej nie znoszę konfliktów i kłótni, kocham gdy ludzie mogą się rozwinąć, mogę uczyć gry na bębnach, prowadzić warsztaty z organizacji czasu oraz odkrywać to, w czym ktoś jest wyjątkowo uzdolniony, a do tego jestem zaangażowany w życie lokalnego kościoła. Mógłbym tak przeżyć całe życie i nigdy by mi się nie znudziło!
To naprawdę dało mi kopa!
Chwilkę później przyszła chwilka refleksji… jeśli te pięć cech faktycznie tak mnie zapala, to co z pozostałą prawie trzydziestką innych? Kiedy przeczytałem sobie ich opis, zdałem sobie sprawę z tego, jak niektóre są mi obce i dotarło do mnie, że tak jak moje pięć cech mnie zapala, te cechy mogą być dla kogoś innego takim samym zapłonem, jak moje dla mnie.
Raczej nie jestem „elastyczny”, nie lubię gdy cała moja rzeczywistość zmienia się co pięć minut, a tak właśnie pewnie jest dla większości reporterów, którzy nie wiedzą gdzie jutro będą i co się wydarzy. Nutka odkrywcy we mnie jest, oczywiście! – ale nie mógłbym przeżyć tak całego życia dzień po dniu. Nie ma we mnie silnej strony „Intelekt”, która lubi intelektualne zagadki, szukanie logicznej spójności, ciekawostki i zajęcia gimnastykujące umysł. Zdumiewające za to, jak wielu znanych mi informatyków świeci aż tą cechą!
„Zbieranie” również nie jest w moim stylu: nie gromadzę faktów, ani znaczków, ani opowieści, bo „być może się przydadzą”. Oczywiście nie widzę nic złego w gromadzeniu, czy długich intelektualnych rozważaniach i czasem uskuteczniam oba, ale nie są tym, co mógłbym powtarzalnie robić całe życie z uczuciem spełnienia.
„Odkryj swoje mocne strony” była dla mnie przełomem. Z jednej strony pokazała mi, że można inaczej zrozumieć słowo ”talent” oraz to jak niesamowicie buduje się na silnych stronach, nie spędzając całego życia na tym, co ciągle niedomaga i co trzeba bez przerwy poprawiać. Z drugiej zobaczyłem, że patrzę na innych ludzi przez pryzmat tego, co we mnie mocne i brak takich cech traktuję jako objaw złej woli. Odkryłem, że inni mają swoje mocne strony i jak czasem mi do nich daleko.
Zupełnie niesamowite było również przeczytać i przedyskutować wyniki tego testu dla ludzi, których znam, szczególnie tych bliskich. Nagle ich perspektywa, sposób odczuwania stały się dla mnie dużo bliższe, bardziej zrozumiałe i po części pojąłem, co w ich wnętrzu ich motywuje, zapala i co mogą robić dłuugie godziny bez uczucia „złego” zmęczenia.
Czy możliwe jest więc, by każdy odkrył siebie i budował na tym, co w nim silne, co powoduje, że chce się żyć?
Jeśli chcesz zrobić sobie prezent, naprawdę polecam Ci zakupić sobie ową książeczkę i pogawędzić o odkryciach z kimś bliskim… możesz też oczywiście wysłać mi maila, ja uwielbiam słuchać jak ludzie coś odkrywają i się rozwijają! :)
Jedna odpowiedź na Rewolucja Silnych Stron
Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi
-
Kategorie



[...] – i o takich książkach i odkryciach też chciałbym pisać. Na dobry początek napisałem o odkrywaniu swoich silnych stron, ale lista tych książek ma już 7 pozycji [...]