W ostatnią niedzielę wymsknęło mi się zdanie nad którym musiałem dłużej pomyśleć. Zdałem sobie sprawę z tego, że w mojej hierarchii „wygrać” jest bardzo wysoko, ale niewiele niżej, a czasem wręcz wyżej (?!) jest „przegrać, ale czegoś się nauczyć”. Później mamy długo, długo nic, by natknąć się na „przegrać i nic się nie nauczyć”. A jeszcze dalej jest jeszcze dłuższe nic i na samym dnie jest „nie podjąć walki”.

Co odróżnia porażkę od sukcesu? Czy to nie jest tylko nasze mentalne nastawienie, czy wyszło „po naszemu” i bez problemów? Czy to kolejne „porażki” bez wyciągniętych wniosków nie spychają nas w stronę biernego „nie podjąć walki”, gdzie wśród wielkiego smutku już nic nas nie porusza?

Wiele razy w moim życiu cieszyłem się, że „nie wyszło” (oczywiście po jakimś czasie!), dzięki temu co się dowiedziałem, czego się nauczyłem i co bardzo często zmieniało moje życie. Bolało. Fajnie jest zwyciężać, często traktuję to jako nagrodę, ale czego bym się w życiu nauczył, gdybym nie przegrywał? Gdy spotykam problemy zwykle też muszę pochylić się nad pytaniem jak bardzo coś jest dla mnie ważne.
Często przypomina mi się małe dziecko, które uczy się chodzić – tyle razy upada, czasem popłacze, ale podnosi się, wstaje i uczy się dalej. Dziś większość z nas pewnie nie myśli, że chodzenie jest trudne (z wyjątkiem stanów poimprezowych!).

Nie wiem jak Ty, ale też zupełnie inaczej traktuję ludzi, którzy przegrają lub zaliczą porażkę i potrafią się do niej przyznać i wyciągnąć wnioski lub poprosić o pomoc. Bez żenady i błazenady, wyolbrzymiania, udawania że nic się nie stało, samobiczowania, po prostu przyjmują, że porażka jest częścią życia taką samą jak oddychanie. Mam od razu do nich większe zaufanie i też się rozluźniam, bo wiem, że z większym prawdopodobieństwem zaakceptują również moją, więcej niż pewną, niedoskonałość. Zrobić coś, wyciągnąć wnioski, znów zrobić i znów wnioski. Czy to nie jest jak chodzenie, gdzie stawiamy jedną nogę przed drugą i tak w kółko?

Czy to możliwe, żebyśmy jak dzieci traktowali swoje upadki i potknięcia jako niezbędny do nauki kawałek życia? Móc bez wielkich emocji zaakceptować swoją nieidealność, wyciągnąć wnioski, spróbować zrobić coś jeszcze raz w troszkę inny sposób – chyba warto o to zawalczyć – i dać ludziom w naszym otoczeniu świadomość, że wszyscy się mylimy, a „porażki” są tylko w naszych głowach. „Porażki” możemy przekuć we wnioski, te w działanie, a temu już niedaleko do zwycięstwa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>